OS "Nienawidzę Cię" cz.1
Nazywam się Violetta Verdas. Mam 20 lat. Jestem szczęśliwą mężatką. Moim mężem jest nie kto inny jak Leon Verdas. W sumie jesteśmy razem pięć lat. Po ślubie jesteśmy dwa. Niektórzy mówili,że to jeszcze za wcześnie, że jeszcze całe życie przed nami, jednak nas nie obchodziło zdanie innych, liczyliśmy się tylko my i nasze uczucie względem siebie. Dzisiaj dowiedziałam się pewnej rzeczy, a mianowicie ,jestem w szóstym tygodniu ciąży. Dla mnie jest to coś cudownego, ponieważ za około siedem miesięcy na świat przyjdzie owoc naszej miłości. Bardzo się z tego powodu cieszę, nie pozostało mi nic innego jak przekazać tą uwiadomość Leonowi.
~*~
Wchodzę po cichu do naszego domu. Patrzę we wszystkich pokojach na dole, ale go nie ma. Nie pozostaje mi już nic innego jak pójść na górę i sprawdzić, czy go tam nie ma. Sprawdziłam już wszystkie pomieszczenia oprócz naszej sypiali. Wchodzę do niej i co widzę? Mojego męża który sobie słodko śpi, a obok niego znajduje się laptop, w którym pewnie wypełniał dokumenty do firmy swojej i ojca.
-Leoś, budzimy się- próbuje go obudzić. Po chwili delikatnie otwiera swoje powieki. Odrazu gdy mnie widzi posyła mi swój zniewalający uśmiech. Jestem z nim już tyle lat, ale za każdym razem jak mówi mi, że mnie kocha albo, że jestem dla niego całym światem czuję się jakbym latała.
-Gdzie byłaś?- pyta jeszcze sennie
-Muszę ci coś powiedzieć- ignoruje jego wcześniejsze pytanie.
-Słucham Cię- mówi, a następnie sadza mnie na swoich kolanach.
-No bo ja jestem w ciąży- po wypowiedzeniu tych słów zaczynam głośno płakać.
-Dlaczego w takim razie płaczesz?- pyta się mnie Leon, jednocześnie ocierając moje łzy.
-No bo ty nie chcesz tego dziecka- odpowiadam mu dalej mocząc mu koszulę.
-Kto ci takich głupot naopowiadał?- pyta odrywając moją twarz od torsu szatyna.
-Sama tak uważam- mówię trochę bardziej spokojna.
-Bardzo się cieszę- mówi zrzucając mnie ze swoich kolan. Posyłam mu pytając spojrzenie. On w pewnej chwili podnosi mnie i okręca głośno krzycząc
-Będę miał syna! Będę miał syna!!
- Co ty wariacie robisz?!- mówię, jednocześnie śmiejąc się z jego zachowania.- I skąd wiesz, że to będzie chłopiec?- dodaję.
-Przeczucie myszko- mówi całując mnie. Po chwili nasze pocałunki stają się bardziej namiętne. Po chwili opadamy na łóżko.
~*~
-A co jeśli nie będziemy dobrymi rodzicami?- pytam przytulając się jeszcze bardziej do Leona.
-Napewno będziemy świetnymi rodzicami- mówi całując mnie w czubek głowy.- Kochanie, teraz to ja muszę ci coś powiedzieć- dopowiada niepewnie.
-Tak?- pytam się odwracając się w jego stronę.
-Muszę jutro wyjechać z tatą na tydzień do Nowego Jorku.
-Dopiero mi o tym mówisz?!- krzyczę na niego w pośpiechu ubierając moją bieliznę.
-Dopiero dzisiaj się o tym dowiedziałem.- mówi przytulając mnie do siebie. Początkowo się wyrywam, jednak po chwili ulegam mu, zreszto chyba jak zawsze.
~*~
-Obiecaj, że będziesz codziennie do mnie dzwonił.- mówię żegnając się z Leonem u nas w domu. Nie chcę jechać z nim na lotnisko, bo bym się poryczała jak bubr.
-Obiecuję skarbie- mówi całując mnie namiętnie w usta. Ma już wychodzić jednak się odwraca.-Zapomniał bym. W pierwszej chwili nie mam zielonego pojęcia o co mu chodzi. Po chwili podwija moją koszulkę, następnie całuje mój jeszcze niewidoczny brzuszek.- Kocham was- po wypowiedzeniu tych słów jeszcze raz mnie całuje, głaszcze mój brzuch, dopiero wtedy wychodzi.
~*~
Po naszym domu rozlega się dzwonek do drzwi. Pewnie Leon czegoś zapomniał i się wrócił. Ku mojemu zaskoczeniu za drzwiami stała jakąś ładna blondynka. Może trochę sztuczna, ale ładna.
-Tak?- spoglądam na nią spod moich długich rzęs.
-Możesz przekazać Leonowi to?- w ręku trzyma niewielką, białą kopertę, którą po chwili mi wręcza.
-Ok- mówię niepewnie. Blondynka odrazu odchodzi. Ciekawość bierze górę i postanawiam ją otworzyć. I co tam widzę? Leon uprawiający seks z tą blondi. Nagle całe moje życie legło w gruzach, moje serce połamało się na miliard kawałków..A najgorsze jest to, że jestem z nim w ciąży. Nie chcę jego wyjaśnień. Chcę po prostu od niego uciec jak dajdalej, tak chciał tak ma.
~*~
5 lat później...
W moim życiu dużo się zmieniło przez ten okres. Tom, nasz syn, tak jak marzył sobie Leon, ma już pięć lat. Rośnie jak na drożdżach. Strasznie mi go przypomina, ma te same oczy,usta,nosek, nawet uśmiech. Leom próbował się ze mną wiele razy kontaktować, jednak ja unikałam go jak ognia. Gdzie się przeprowadziłam wiedziały tylko dziewczyny. Nikt więcej. Dzisiaj niestety muszę wrócić do tego przeklętego miasta, Buenos Aires. Okazało się, że mój tata jest poważnie chory, dlatego muszę do niego z Tomem polecieć. Jak na razie zatrzymamy się u Fran, tylko ona wie, że przylatyuemy.
~*~
-Hej kochani- wita się z nami Franceska-ale zrobisz im niespodziankę- mówi podekscytowana.
-Cześć kochana- witam się z nią usciskiem. Gdy tylko wchodzimy do salonu dziewczyny odrazu zaczynają piszczeć i się na mnie rzucać.
-A co to za słodziak?-pyta Cami dotykając polika mojego synka.
-Nazywam się Tom proszę pani- odpowiada jej miło.
-Mów mi ciocia Cami. Nagle z góry schodzi Marco.
-Hej mały, ja jestem wujek Marco- mowi przybijając mu piątkę.-Choć pokaże Ci gdzie chowam słodycze przed ciocią Fran- mowi kątem oka spoglądając na Fran.
-To dziecko Leona prawda?- pyta odrazu Naty.
-Tak- odpowiadam, a w mojej głowie znowu mam obraz tych cholernych zdjęć.
-Jak ten debil mógł ci coś takiego zrobić?!- mówi zezłoszczona Ludmiła.
-Nie chcę o nim gadać- mówię szybko.- co tam u was?- szybko zmieniam temat. Po okolo dwóch godzinach rozmowy pora wracać do domu.
-Tom!- wołam go. Po chwili słyszę stukot jego małych nóżek na schodach.
-Już jestem mamusiu!- krzyczy zdyszany.
-Pożegnaj się z ciociami, bo już idziemy.
-Pa ciocie-mówi wesoło mały szatynek, a następnie każdą przytula.
-Mamusiu kup mi Lody- prosi mnie synek.
-No dobrze- nawet nie kończę wypowiedzi, a on już ciągnie mnie do budki z lodami. Z daleka widzę tam dwie osoby, czyli kolejki nie ma.
-Mamusiu, ja chce czekoladowe- mówi prosząc.
-Dobrze Tom.
Chyba zwróciłam uwagę pary przed nami, bo się odwrórcili. Okazał się to Leon Verdas we własnej osobie, oraz ta panienka od zdjęć. Udawałam, że ich nie widzę. Chyba mnie nie rozpoznali. Nasza parka odeszła obok, a my w spokoju mogliśmy kupić sobie lody.
-Poprosimy dwie gałki oddzielnie- mówię do miłego sprzedawcy.
-Pewnie dla tego małego smyka truskawkowe- podpowiada pan od lodów.
-Nie, mam alergię na truskawki- i Po co to mówił?! Leon oczywiście musiał się odwrócić. No tak, Tom ma alergię na truskawki jak on, lubią nawet te same lody. Te same twarze, włosy.
-W takim razie jakie?- pyta się ponownie sprzedawca.
-Czekoladowe, moje ulubione-a nie mówiłam nawet te same lody.
-Razem będzie osiem peso.
-Dziękujemy- odpowiadam, gdy odchodzimy.
-Mamusiu, a kim jest mój tatuś?- pyta się Tom. Lepszego momentu nie mógł sobie wybrać..
-Później ci powiem skarbie- mówię zdenerwowana. Po chwili słyszę dźwięk mojego telefonu, chce go odebrać, ale przerywają mi czyjeś krzyki. Cała zawartość lodów mojego synka wylądowała na koszulce Leona.
-Synku, coś Ty zrobił?
-Nie mam już lodów- mowi płacząc.
-Zaraz kupimy kochanie drugie.
-Ej młody, nie płacz-mówi do niego Leon- nic się nie stało.- mi aż się zachciało płakać. Zawsze chcieliśmy mieć synka. Mieliśmy być kochającą rodziną, Ale on to popsuł.
-Skarbie zostaw tego smarkacza, tylko choć- mówi ta pusta blondi.
-Jak chcesz to idź- mówi Leon, ciągle patrząc się na naszego syna.
-Nara!- krzyczy Stephie.
-Jak masz na imię?
-Tom Verdas- Leon zamiera.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Oto pierwsza część mojego pierwszego w życiu on shota. Nie wiem czy mi się udał. To już Wy oceńcie. Dobra, nie męczę was już dłużej... paa ❤❤
~*~
Wchodzę po cichu do naszego domu. Patrzę we wszystkich pokojach na dole, ale go nie ma. Nie pozostaje mi już nic innego jak pójść na górę i sprawdzić, czy go tam nie ma. Sprawdziłam już wszystkie pomieszczenia oprócz naszej sypiali. Wchodzę do niej i co widzę? Mojego męża który sobie słodko śpi, a obok niego znajduje się laptop, w którym pewnie wypełniał dokumenty do firmy swojej i ojca.
-Leoś, budzimy się- próbuje go obudzić. Po chwili delikatnie otwiera swoje powieki. Odrazu gdy mnie widzi posyła mi swój zniewalający uśmiech. Jestem z nim już tyle lat, ale za każdym razem jak mówi mi, że mnie kocha albo, że jestem dla niego całym światem czuję się jakbym latała.
-Gdzie byłaś?- pyta jeszcze sennie
-Muszę ci coś powiedzieć- ignoruje jego wcześniejsze pytanie.
-Słucham Cię- mówi, a następnie sadza mnie na swoich kolanach.
-No bo ja jestem w ciąży- po wypowiedzeniu tych słów zaczynam głośno płakać.
-Dlaczego w takim razie płaczesz?- pyta się mnie Leon, jednocześnie ocierając moje łzy.
-No bo ty nie chcesz tego dziecka- odpowiadam mu dalej mocząc mu koszulę.
-Kto ci takich głupot naopowiadał?- pyta odrywając moją twarz od torsu szatyna.
-Sama tak uważam- mówię trochę bardziej spokojna.
-Bardzo się cieszę- mówi zrzucając mnie ze swoich kolan. Posyłam mu pytając spojrzenie. On w pewnej chwili podnosi mnie i okręca głośno krzycząc
-Będę miał syna! Będę miał syna!!
- Co ty wariacie robisz?!- mówię, jednocześnie śmiejąc się z jego zachowania.- I skąd wiesz, że to będzie chłopiec?- dodaję.
-Przeczucie myszko- mówi całując mnie. Po chwili nasze pocałunki stają się bardziej namiętne. Po chwili opadamy na łóżko.
~*~
-A co jeśli nie będziemy dobrymi rodzicami?- pytam przytulając się jeszcze bardziej do Leona.
-Napewno będziemy świetnymi rodzicami- mówi całując mnie w czubek głowy.- Kochanie, teraz to ja muszę ci coś powiedzieć- dopowiada niepewnie.
-Tak?- pytam się odwracając się w jego stronę.
-Muszę jutro wyjechać z tatą na tydzień do Nowego Jorku.
-Dopiero mi o tym mówisz?!- krzyczę na niego w pośpiechu ubierając moją bieliznę.
-Dopiero dzisiaj się o tym dowiedziałem.- mówi przytulając mnie do siebie. Początkowo się wyrywam, jednak po chwili ulegam mu, zreszto chyba jak zawsze.
~*~
-Obiecaj, że będziesz codziennie do mnie dzwonił.- mówię żegnając się z Leonem u nas w domu. Nie chcę jechać z nim na lotnisko, bo bym się poryczała jak bubr.
-Obiecuję skarbie- mówi całując mnie namiętnie w usta. Ma już wychodzić jednak się odwraca.-Zapomniał bym. W pierwszej chwili nie mam zielonego pojęcia o co mu chodzi. Po chwili podwija moją koszulkę, następnie całuje mój jeszcze niewidoczny brzuszek.- Kocham was- po wypowiedzeniu tych słów jeszcze raz mnie całuje, głaszcze mój brzuch, dopiero wtedy wychodzi.
~*~
Po naszym domu rozlega się dzwonek do drzwi. Pewnie Leon czegoś zapomniał i się wrócił. Ku mojemu zaskoczeniu za drzwiami stała jakąś ładna blondynka. Może trochę sztuczna, ale ładna.
-Tak?- spoglądam na nią spod moich długich rzęs.
-Możesz przekazać Leonowi to?- w ręku trzyma niewielką, białą kopertę, którą po chwili mi wręcza.
-Ok- mówię niepewnie. Blondynka odrazu odchodzi. Ciekawość bierze górę i postanawiam ją otworzyć. I co tam widzę? Leon uprawiający seks z tą blondi. Nagle całe moje życie legło w gruzach, moje serce połamało się na miliard kawałków..A najgorsze jest to, że jestem z nim w ciąży. Nie chcę jego wyjaśnień. Chcę po prostu od niego uciec jak dajdalej, tak chciał tak ma.
~*~
5 lat później...
W moim życiu dużo się zmieniło przez ten okres. Tom, nasz syn, tak jak marzył sobie Leon, ma już pięć lat. Rośnie jak na drożdżach. Strasznie mi go przypomina, ma te same oczy,usta,nosek, nawet uśmiech. Leom próbował się ze mną wiele razy kontaktować, jednak ja unikałam go jak ognia. Gdzie się przeprowadziłam wiedziały tylko dziewczyny. Nikt więcej. Dzisiaj niestety muszę wrócić do tego przeklętego miasta, Buenos Aires. Okazało się, że mój tata jest poważnie chory, dlatego muszę do niego z Tomem polecieć. Jak na razie zatrzymamy się u Fran, tylko ona wie, że przylatyuemy.
~*~
-Hej kochani- wita się z nami Franceska-ale zrobisz im niespodziankę- mówi podekscytowana.
-Cześć kochana- witam się z nią usciskiem. Gdy tylko wchodzimy do salonu dziewczyny odrazu zaczynają piszczeć i się na mnie rzucać.
-A co to za słodziak?-pyta Cami dotykając polika mojego synka.
-Nazywam się Tom proszę pani- odpowiada jej miło.
-Mów mi ciocia Cami. Nagle z góry schodzi Marco.
-Hej mały, ja jestem wujek Marco- mowi przybijając mu piątkę.-Choć pokaże Ci gdzie chowam słodycze przed ciocią Fran- mowi kątem oka spoglądając na Fran.
-To dziecko Leona prawda?- pyta odrazu Naty.
-Tak- odpowiadam, a w mojej głowie znowu mam obraz tych cholernych zdjęć.
-Jak ten debil mógł ci coś takiego zrobić?!- mówi zezłoszczona Ludmiła.
-Nie chcę o nim gadać- mówię szybko.- co tam u was?- szybko zmieniam temat. Po okolo dwóch godzinach rozmowy pora wracać do domu.
-Tom!- wołam go. Po chwili słyszę stukot jego małych nóżek na schodach.
-Już jestem mamusiu!- krzyczy zdyszany.
-Pożegnaj się z ciociami, bo już idziemy.
-Pa ciocie-mówi wesoło mały szatynek, a następnie każdą przytula.
-Mamusiu kup mi Lody- prosi mnie synek.
-No dobrze- nawet nie kończę wypowiedzi, a on już ciągnie mnie do budki z lodami. Z daleka widzę tam dwie osoby, czyli kolejki nie ma.
-Mamusiu, ja chce czekoladowe- mówi prosząc.
-Dobrze Tom.
Chyba zwróciłam uwagę pary przed nami, bo się odwrórcili. Okazał się to Leon Verdas we własnej osobie, oraz ta panienka od zdjęć. Udawałam, że ich nie widzę. Chyba mnie nie rozpoznali. Nasza parka odeszła obok, a my w spokoju mogliśmy kupić sobie lody.
-Poprosimy dwie gałki oddzielnie- mówię do miłego sprzedawcy.
-Pewnie dla tego małego smyka truskawkowe- podpowiada pan od lodów.
-Nie, mam alergię na truskawki- i Po co to mówił?! Leon oczywiście musiał się odwrócić. No tak, Tom ma alergię na truskawki jak on, lubią nawet te same lody. Te same twarze, włosy.
-W takim razie jakie?- pyta się ponownie sprzedawca.
-Czekoladowe, moje ulubione-a nie mówiłam nawet te same lody.
-Razem będzie osiem peso.
-Dziękujemy- odpowiadam, gdy odchodzimy.
-Mamusiu, a kim jest mój tatuś?- pyta się Tom. Lepszego momentu nie mógł sobie wybrać..
-Później ci powiem skarbie- mówię zdenerwowana. Po chwili słyszę dźwięk mojego telefonu, chce go odebrać, ale przerywają mi czyjeś krzyki. Cała zawartość lodów mojego synka wylądowała na koszulce Leona.
-Synku, coś Ty zrobił?
-Nie mam już lodów- mowi płacząc.
-Zaraz kupimy kochanie drugie.
-Ej młody, nie płacz-mówi do niego Leon- nic się nie stało.- mi aż się zachciało płakać. Zawsze chcieliśmy mieć synka. Mieliśmy być kochającą rodziną, Ale on to popsuł.
-Skarbie zostaw tego smarkacza, tylko choć- mówi ta pusta blondi.
-Jak chcesz to idź- mówi Leon, ciągle patrząc się na naszego syna.
-Nara!- krzyczy Stephie.
-Jak masz na imię?
-Tom Verdas- Leon zamiera.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Oto pierwsza część mojego pierwszego w życiu on shota. Nie wiem czy mi się udał. To już Wy oceńcie. Dobra, nie męczę was już dłużej... paa ❤❤


Świetny 😀
OdpowiedzUsuńCudowny one shot
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba
Końcówka najlepsza
Czekam na next
Świetny ;*
OdpowiedzUsuńJak Leon mógł to zrobić?!
Czekam na kolejną cześć ;*
Besos ;*
~Tinita Blanco
P.S. Zapraszam do siebie ;)
Cudeńko.
OdpowiedzUsuńMały Verdas rzeczywiście nie mógł wybrać sobie lepszego momentu.
Świetny.
Pozdrawiam.
Miss Blueberry
Cudowny os kochana;*
OdpowiedzUsuńCudowny
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Asia Blanco.
Zaje***** - sory za słowa
OdpowiedzUsuńPo prostu cudo * Szalonaa jesteś wspaniałą pisarką :*
Będzie druga część Os-a?
Pozdrawiam JORTINI BLANCO
Super.
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie, dopiero zaczynam i chciałabym poznać opinię od osoby która tak wspaniale pisze jak ty :)
http://story-by-livia.blogspot.com
Livia xoxoxo
O matko. Jakie słodki OS.
OdpowiedzUsuńWiadomość o ciąży, zdrada, wyjazd, choroba ojca.....nie mogę wyjść z podziwu dla Violi że po mimo jak życie dało jej kopa to ona sama wychowała synka na mądrego i grzecznego chłopca. Mam nadzieje że Leon się ogarnie i naprawi swój błąd.
Czekam na nexta.
Całuje.
O matko. Jakie słodki OS.
OdpowiedzUsuńWiadomość o ciąży, zdrada, wyjazd, choroba ojca.....nie mogę wyjść z podziwu dla Violi że po mimo jak życie dało jej kopa to ona sama wychowała synka na mądrego i grzecznego chłopca. Mam nadzieje że Leon się ogarnie i naprawi swój błąd.
Czekam na nexta.
Całuje.
Świetny <3
OdpowiedzUsuńEmily ♥