OS ''Nienawidzę cię,, CZ. IV
Dla Andrzeja, Eva Eva, JORTINI BLANCO, Maddy oraz Miss Blueberry <3
Nagle całe moje życie legło w gruzach. Mój malutki synek. Moje życie bez niego nie ma sensu. Na samą myśl, że może go teraz zabraknąć chce mi się płakać. Ta choroba pojawiła się tak nagle. Jeszcze dwa tygodnie temu było tak dobrze. On musi żyć. A może pomylili wyniki badań? Może to tylko chory sen, z którego się zaraz obudzę?
Z Leonem ostatni raz widzieliśmy się tamtej nocy. Gdy tylko obudziłam się rano, od razu uciekłam. Nie mam z nim kontaktu. Chyba się na mnie obraził. Od dziewczyn wiem tylko tyle, że gdy jego dziewczyna się o tym dowiedziała, to odrazu z nim zerwała.
-Pani Verdas- Z moich rozmyśleń wybudza mnie dźwięk lekarza Toma. Spoglądam na niego zeszklonymi oczami wstając.
-Tak?- Błagam, żeby się okazało, że mój mały synek jest zdrowy. Nie może być inaczej. Błagam.
-Zrobiliśmy powtórne badania i wynik wyszedł taki sam. Jest jedyny sposób, aby wyzdrowiał-Na chwilę się zacina. No mów, że chłopie!- Należy przetoczyć mu krew. Oczywiście tej samej grupy. Niestety Tom ma tak rzadką grupę krwi, że nie ma w naszym szpitalu ani w jego obrębie potrzebnego dawcy. Jeżeli dobrze pamiętam, to pani ma grupę B a on Rh(-). Pani nie może być jego dawcą. Może jego ojciec ma taką samą?-Tak!Leon, ma taką samą grupę krwi. Tylko on nam może pomóc. Życie naszego synka jest w jego rękach.
-Tak, ma taką samą-Dukam w stronę lekarza.
-Proszę się z nim jak najszybciej skontaktować i prosić o przybycie do naszego szpitala. Teraz każda minuta jest ważna-Gdy tylko mężczyzna odchodzi odrazu biorę telefon do ręki.
-Przyjedź szybko do szpitala-Nie daje mu dojść do słowa.
-Co się stało?
-Nie pytaj tylko szybko przyjeżdżaj!- Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje.
-Dobrze, zaraz będę.
-Powiesz mi dlaczego w trakcie ważnego spotkania karzesz mi przyjeżdżać do szpitala?-Jest wściekły. Gdy tylko dowie się jaki jest powód, zaraz się zamknie.
-Co jest dla ciebie ważniejsze, nasz syn czy praca-Szatyn na słowo ,,syn,, blednie.
-Nasz kto?-Pyta się z niedowierzaniem.
-Syn, który zaraz może umrzeć jeśli nie oddasz mu swojej krwi.
-Dlaczego nie powiedziałaś, że mamy syna?-Zaraz go chyba zabiję.
-Czy ty mnie wogóle słuchasz? Nasz syn potrzebuje twojej krwi, bo inaczej umrze-Chyba dopiero teraz słowa do niego dotarły. Widzę, że się bardzo przejął.
-Jak to?- Na chwilę milknie-Pomoc. Tak muszę mu pomóc.
Sekundy są teraz dla mnie jak minuty a minuty jak godziny. Leon oczywiście był jego dawcą. Teraz najważniejsza jest dzisiejsza noc. Jeżeli krew się przyjmnie to Tom będzie żył, ale jeśli nie. Nawet nie chcę tego kończyć. Nie wiem co bym zrobiła gdyby mi go zabrakło. Chyba bym się załamała. Ten malutki szkrab to całe moje życie.
-Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?- Moje przemyślenia przerywa głos Leona. Miał w ogóle o tym nie wiedzieć!
-Nie wiem. Nie miałam teraz tego w planach.
-A czy zamierzałaś mi chociaż o tym powiedzieć?- Milcze. Wolę to niż powiedzieć mu jaka jest prawda. Pewnie by mnie nienawidził-Aha-Tylko tyle mówi po moim chyba dość długim milczeniu.
-Dziękuję-Nagle rzucam mu się na szyję. Brakuje mi czyjejś bliskości. Od jakiegoś czasu ciągle płaczę. Nie wiem już co mam robić ze swoim życiem. Mężczyzna mnie jeszcze mocniej przytula do swojej umięśnionej klatki piersiowej. Chyba przez te kilka lat trochę przypakował.
-Zobaczysz, że Tom wyzdrowieje. Pojedziemy razem na wakacje. Nauczę go pływać, ty będziesz pilnowała, aby żadna laska się do mnie nie przyczepiała-Na jego ostatnie słowa zaczynam się śmiać. Zawsze tak było, że gdy jechaliśmy razem gdzieś to go inne dziewczyny podrywały. Ja je skutecznie odpychałam.
Gdzie on jest? Miał iść tylko po picie do baru a nie ma go od dwudziestu minut. Wstaję z leżaka do pozycji siedzącej. Gada z jakimiś trzema laskami. Ja im zaraz pokaże.
-Ostrzegam. Tragicznie całuje. A do tego strasznie śmierdzi mu z ust. Na waszym miejscu bym uważała-Dziewczyny się skrzywiły a następnie jak najszybciej poszły. Gdy tracę je z oczu zaczynam się głośno śmiać. Leon patrzy na mnie wkurzony.
-Dzięki wiesz. Nie lubię cię już-Odkręca się do mnie plecami jak małe dziecko. Przytulam się do jego pleców. Następnie odwracam go ponownie w swoją stronę. Nie czekając ani chwili składam na jego ustach pocałunek. Po chwili się od niego odrywam.
-Ty mnie nie lubisz tylko kochasz-Ponownie nasze usta się ze sobą stykają.
-Fakt-Mówi dalej mnie całując. Cicho się śmieję.
Na samo wspomnienie tamtego dnia zaczynam się cicho śmiać. Dobrze jest czasem powspominać stare czasy. Verdas patrzy na mnie niezrozumiale. Zaczynam opowiadać mu historię, którą sobie przed chwilą przypomniałam. Po chwili z jego gardła wydobywa się śmiech. Po chwili chłopak jednak poważnieje.
-Chwila. Jeśli mnie pamięć nie myli to mowilas mi o ciąży. Jaki ja jestem głupi- Chłopak łapie się za głowę. Nie czekając ani chwili ponownie go mocno do siebie przytulam. Tak mi brakowało zapachu jego perfum. Co ja gadam? Brakowało mi jego dotyku, pocałunków. Jednak mimo tego teraz jest najważniejsze zdrowie naszego syna. To on nas teraz tak naprawę połączył. Do tej pory pamiętam jak Tom się urodził. Płakałam ze szczęścia. Widziałam jak stawiał pierwsze kroki. Jak wypowiadał swoje pierwsze słowa. Tylko szkoda, że Leon nie mógł w tych ważnych dla nas wydarzeniach uczestniczyć. Nagle obok nas pojawia się lekarz prowadzący nasze dziecko. Odrazu zrywamy się na równe nogi i patrzymy na niego wyczekująco.
-Przykro mi. Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, aby uratować państwa syna-Nagle całe moje życie traci sens. To nie może być prawda! To tylko głupi sen, z którego się zaraz obudze.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej misie!
Przychodzę do was z kolejną częścią osa nie wiem po jakim czasie. Przepraszam, że tak późno, ale jakoś nie miałam natchnienia, aby go dokończyć.
Do jutra! ;*
-Tak, ma taką samą-Dukam w stronę lekarza.
-Proszę się z nim jak najszybciej skontaktować i prosić o przybycie do naszego szpitala. Teraz każda minuta jest ważna-Gdy tylko mężczyzna odchodzi odrazu biorę telefon do ręki.
-Przyjedź szybko do szpitala-Nie daje mu dojść do słowa.
-Co się stało?
-Nie pytaj tylko szybko przyjeżdżaj!- Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje.
-Dobrze, zaraz będę.
-Powiesz mi dlaczego w trakcie ważnego spotkania karzesz mi przyjeżdżać do szpitala?-Jest wściekły. Gdy tylko dowie się jaki jest powód, zaraz się zamknie.
-Co jest dla ciebie ważniejsze, nasz syn czy praca-Szatyn na słowo ,,syn,, blednie.
-Nasz kto?-Pyta się z niedowierzaniem.
-Syn, który zaraz może umrzeć jeśli nie oddasz mu swojej krwi.
-Dlaczego nie powiedziałaś, że mamy syna?-Zaraz go chyba zabiję.
-Czy ty mnie wogóle słuchasz? Nasz syn potrzebuje twojej krwi, bo inaczej umrze-Chyba dopiero teraz słowa do niego dotarły. Widzę, że się bardzo przejął.
-Jak to?- Na chwilę milknie-Pomoc. Tak muszę mu pomóc.
Sekundy są teraz dla mnie jak minuty a minuty jak godziny. Leon oczywiście był jego dawcą. Teraz najważniejsza jest dzisiejsza noc. Jeżeli krew się przyjmnie to Tom będzie żył, ale jeśli nie. Nawet nie chcę tego kończyć. Nie wiem co bym zrobiła gdyby mi go zabrakło. Chyba bym się załamała. Ten malutki szkrab to całe moje życie.
-Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?- Moje przemyślenia przerywa głos Leona. Miał w ogóle o tym nie wiedzieć!
-Nie wiem. Nie miałam teraz tego w planach.
-A czy zamierzałaś mi chociaż o tym powiedzieć?- Milcze. Wolę to niż powiedzieć mu jaka jest prawda. Pewnie by mnie nienawidził-Aha-Tylko tyle mówi po moim chyba dość długim milczeniu.
-Dziękuję-Nagle rzucam mu się na szyję. Brakuje mi czyjejś bliskości. Od jakiegoś czasu ciągle płaczę. Nie wiem już co mam robić ze swoim życiem. Mężczyzna mnie jeszcze mocniej przytula do swojej umięśnionej klatki piersiowej. Chyba przez te kilka lat trochę przypakował.
-Zobaczysz, że Tom wyzdrowieje. Pojedziemy razem na wakacje. Nauczę go pływać, ty będziesz pilnowała, aby żadna laska się do mnie nie przyczepiała-Na jego ostatnie słowa zaczynam się śmiać. Zawsze tak było, że gdy jechaliśmy razem gdzieś to go inne dziewczyny podrywały. Ja je skutecznie odpychałam.
Gdzie on jest? Miał iść tylko po picie do baru a nie ma go od dwudziestu minut. Wstaję z leżaka do pozycji siedzącej. Gada z jakimiś trzema laskami. Ja im zaraz pokaże.
-Ostrzegam. Tragicznie całuje. A do tego strasznie śmierdzi mu z ust. Na waszym miejscu bym uważała-Dziewczyny się skrzywiły a następnie jak najszybciej poszły. Gdy tracę je z oczu zaczynam się głośno śmiać. Leon patrzy na mnie wkurzony.
-Dzięki wiesz. Nie lubię cię już-Odkręca się do mnie plecami jak małe dziecko. Przytulam się do jego pleców. Następnie odwracam go ponownie w swoją stronę. Nie czekając ani chwili składam na jego ustach pocałunek. Po chwili się od niego odrywam.
-Ty mnie nie lubisz tylko kochasz-Ponownie nasze usta się ze sobą stykają.
-Fakt-Mówi dalej mnie całując. Cicho się śmieję.
Na samo wspomnienie tamtego dnia zaczynam się cicho śmiać. Dobrze jest czasem powspominać stare czasy. Verdas patrzy na mnie niezrozumiale. Zaczynam opowiadać mu historię, którą sobie przed chwilą przypomniałam. Po chwili z jego gardła wydobywa się śmiech. Po chwili chłopak jednak poważnieje.
-Chwila. Jeśli mnie pamięć nie myli to mowilas mi o ciąży. Jaki ja jestem głupi- Chłopak łapie się za głowę. Nie czekając ani chwili ponownie go mocno do siebie przytulam. Tak mi brakowało zapachu jego perfum. Co ja gadam? Brakowało mi jego dotyku, pocałunków. Jednak mimo tego teraz jest najważniejsze zdrowie naszego syna. To on nas teraz tak naprawę połączył. Do tej pory pamiętam jak Tom się urodził. Płakałam ze szczęścia. Widziałam jak stawiał pierwsze kroki. Jak wypowiadał swoje pierwsze słowa. Tylko szkoda, że Leon nie mógł w tych ważnych dla nas wydarzeniach uczestniczyć. Nagle obok nas pojawia się lekarz prowadzący nasze dziecko. Odrazu zrywamy się na równe nogi i patrzymy na niego wyczekująco.
-Przykro mi. Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, aby uratować państwa syna-Nagle całe moje życie traci sens. To nie może być prawda! To tylko głupi sen, z którego się zaraz obudze.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej misie!
Przychodzę do was z kolejną częścią osa nie wiem po jakim czasie. Przepraszam, że tak późno, ale jakoś nie miałam natchnienia, aby go dokończyć.
Do jutra! ;*



Cudeńko!
OdpowiedzUsuńNie no pewnie. Skończ w takim momencie.
OdpowiedzUsuńKochasz mnie torturować?
Dlaczego?
Tom nie żyje? Dlaczego? Niee. To głupi sen.
Ten doktor zdania nie skończył, tak?
A może to jakiś żart?
Wszystko tylko nie to.
Cudowny!
Dziękuję za dedykacje 😁❤❤
Maddy ❤
Maddy ma rację! Nie mogłaś w gorszym momencie kończy!?
OdpowiedzUsuńMam nadzieje że mały żyję i stworzą cudowną rodzinkę.
Pojadą na wakacje. Violetta odpędzi dziewczyny od Leona.
Czekam na kolejny tylko z dobrym początkiem i końcem
A i dziękuję za dedyk
Jezu nie!
OdpowiedzUsuńIch synek nie może umrzeć!
Przecież mieli pojechać na spólne wakacje.
Nie, nie to musi być zwykła pomyłka.
Asia Blanco
To przykre że ich synek może umrzeć!!!!
OdpowiedzUsuńTeraz czekam na rozdział..
Hej!
OdpowiedzUsuńCudo!
Ich syn... o nie!
On nie żyje?!
Perełka.
Dziękuję za dedykację!
Buziaki
Miss Blueberry
Wpadniesz do mnie na rozdział?
UsuńBuziaki
Miss Blueberry
Lubisz mnie torturować, co nie?
OdpowiedzUsuńTo pewnie jakiś głupi żart lekarzy, albo sen Violetty.
Nie zrobisz mi tego pewnie? Co nie?
Nie możesz! Bo będę płakać i wtedy będzie mi smutno.
Chcesz, żeby było mi smutno? Chyba nie, więc radzę, żeby Tom żył.
One shot cudowny i czekam na kolejną część
Pozdrawiam :*
Andrzejek