04: Nieznany
Dla Marysi ;*
Od: Nieznany
Przepraszam.
O co chodzi? Jakie przepraszam? Jeżeli to ma być jakiś żart to napewno dla mnie nie śmieszny.
Do: Nieznany
Chyba pomyłka.
Od: Nieznany
Chyba jednak nie Violu. Jeszcze raz bardzo cię przepraszam.
Do: Nieznany
Kim jesteś?
Może to jakiś stary znajomy? Od kilku dni cały czas przytrafiają mi dziwne rzeczy. Na przykład wczoraj gdy przechodziłam parkiem podbiegła do mnie mała dziewczynka, wręczyła mi kwiaty i odrazu uciekła.
Od: Nieznany
Twoją przeszłością.
Dobra, teraz to się trochę boję. Może jakiś mój były? Nie mam zielonego pojęcia. Ale wiem jedno, muszę się uczyć, bo jak jutro obleję u Verdasa to będzie słabo. Już mam brać do ręki zeszyt z notatkami gdu ktoś wchodzi do mojego pokoju.
-Chodź kolacja- Jakoś nie mam ochoty na wspólny posiłek z nią po tym co wczoraj zobaczyłam. Przez chwilę widziałam jak robiła to z jakimś mężczyzną. Gdy o tym pomyśle to chce mi się wymiotować.Odrzuca mnie gdy tylko ją widzę.
-Nie jestem głodna-Mój głos jest zimny niczym lód. Brawo Castillo! Kobieta patrzy się na mnie przez chwilę, po czym wychodzi z mojego pokoju. Już mam brać notatki do ręki, ale znowu mi coś przerywa.
-Halo?
-Cześć- Ludmi. Damska wersja Verdasa.
-Co tam chciałaś, bo muszę się uczyć. Przecież jutro zaliczenie u twojego brata.
-To jest przecież na za tydzień- What? Szybko zaglądam do mojego kalendarza, który znajduje się nad moim łóżkiem. Fakt! Przez te sytuacje z przeprosinami kompletnie stracę głowę.
-Idziemy gdzieś dzisiaj?-Kusząca propozycja. Nie będę przynajmniej oglądała mojej ,,matki,,.
-Klub?- Błagam, powiedz, że tak.
-Ok, tylko będzie jeszcze kilku moich znajomych, których musisz koniecznie poznać-Co ona znowu kombinuje? Kolejna chce się bawić ze mną w jakieś gierki? Nie tym razem blondyneczko.
-Co kombinujesz?
-Ja nic-Tsa, już ci wierzę.
-O 20 w klubie?- Na razie dam jej spokój. Potem się dowiem o co jej chodzi.
-Spoczko, pa- Moja przyjaciółka odrazu się rozłącza. Ona na sto procent coś kombinuje. Jestem tego pewna.
Jestem już prawie gotowa. Jeszcze tylko znajdę moje czarne szpilki i mogę wyruszać na impreze. Przeszukałam cały pokój, ale nigdzie ich nie ma. Może moja kochana mamusia je widziała.
Schodzę jak najszybciej ze schodów.
-Widziałaś moje czarne szpilki?- Pytam się jej z niechęcią.
-Są na moich nogach-Odpowiada z wrednym uśmiechem. Nie mam zielonego pojęcia jakim sposobem ona jest moją matką.
-Czemu?- Czuję, że cała się już gotuję w środku. Jednak nie dam jej tej satysfakcji i nie pokażę jej tego.
-Bo mi się podobały. Od dzisiaj są moje-Myślisz mamusiu, że będziesz bardziej chytra ode mnie? Posyłam jej cwany uśmiech. Kieruję się w stronę naszego korytarza, w którym znajdują się butu mojej matki. Wyjmuję jej piękne, czarne szpilki od Dior. Jej nowa zdobycz. Ona ma moje, w takim razie ja mam teraz jej. Chcesz mamusiu zabawę to ją będziesz miała. Zakładam buty na moje zgrabne stopy. Następnie zgrabnym ruchem kieruję się do kobiety.
-Co ty masz na nogach?!- Zrobiła się cała czerwona ze złości. I prawidłowo.
-Nowe buty. Śliczne są prawda? Dziękuję mamusiu- Ostatni wyraz mówię z kpiną.
-Zdejmuj je w tej chwili-Szybko do mnie podchodzi przez co widzę jej zmarszczki na twarzy.
-W tej chwili to ja idę na imprezę. Narka-Mam już wychodzić, lecz czuję jak ta wiedźma ciągnie mnie za włosy. Odwracam się w jej stronę. Popycham ją, ale tak żeby nic jej się nie stało. Następnie dumna wychodzę z domu.
-Zatańczy pani ze mną?- Tajemniczymi gośćmi okazali się chłopak Ludmiły i jej brat. Na początku nie byłam zadowolona z powodu przybycia Leona, ale gdy się lepiej poznaliśmy to okazał się bardzo fajny. Po kilku drinkach zaczęło nam się jeszcze lepiej rozmawiać.
-Z przyjemnością- Po chwili znajdujemy się wśród innych par.
-Może skończymy z tym ,,pan,, pani,,?- Pyta się mnie chłopak podczas dzikiego tańca.
-W sumie czemu nie. Violetta-Wyciagam do niego dłoń, którą ściska.
-Leon- Po krótkiej rozmowie dalej tańczymy.
-Napewno to nie będzie dla ciebie problem?- Chłopak wyskoczył z propozycją aby mnie odprowadzić do domu, jednak ja nie jestem pewna czy to nie będzie dla niego problem.
-Napewno
-Powiesz mi skąd znasz moją matkę?- Chłopak milczy. Nie no, super. Kolejna osoba do tajemniczej listy.
-Teraz nie mogę ci powiedzieć, ale obiecuję, że niedługo się tego dowiesz-Leom mnie delikatnie do siebie przytula. O co typowi chodzi? Mimo zdziwienia oddaję jego uścisk.
-Dobrze-Te słowa wypowiadam z jak największą delikatnością.
-Idziemy?- pyta się mnie chłopak.
-Tak- posyłam mu delikatny uśmiech, który odwzajemnia.
Budzę się z bólem głowy. Czuję jednak, że ktoś jest do mnie przytulony. Odwracam się w drugą stronę. Verdas. Mam na sobie jedynie bieliznę a on bokserki. Chyba nic się między nami nie wydarzyło. Mam taką nadzieję. Po chwili dostrzegam, że chłopak już nie śpi.
-Nic się pomiędzy nami nie wydarzyło?- Pytam się dla pewności. Chłopak się śmieje i kiwa przecząco głową. Jaka ulga. A już się bałam-Jak się tu w ogóle znalazłeś?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej :)
Przepraszam, że nie było rozdziału w tamtym tygodniu, ale miałam małe problemy z internetem. Jutro pojawi się rozdział na moim drugim blogu ;)
Buziaczki ;*
Od: Nieznany
Przepraszam.
O co chodzi? Jakie przepraszam? Jeżeli to ma być jakiś żart to napewno dla mnie nie śmieszny.
Do: Nieznany
Chyba pomyłka.
Od: Nieznany
Chyba jednak nie Violu. Jeszcze raz bardzo cię przepraszam.
Do: Nieznany
Kim jesteś?
Może to jakiś stary znajomy? Od kilku dni cały czas przytrafiają mi dziwne rzeczy. Na przykład wczoraj gdy przechodziłam parkiem podbiegła do mnie mała dziewczynka, wręczyła mi kwiaty i odrazu uciekła.
Od: Nieznany
Twoją przeszłością.
Dobra, teraz to się trochę boję. Może jakiś mój były? Nie mam zielonego pojęcia. Ale wiem jedno, muszę się uczyć, bo jak jutro obleję u Verdasa to będzie słabo. Już mam brać do ręki zeszyt z notatkami gdu ktoś wchodzi do mojego pokoju.
-Chodź kolacja- Jakoś nie mam ochoty na wspólny posiłek z nią po tym co wczoraj zobaczyłam. Przez chwilę widziałam jak robiła to z jakimś mężczyzną. Gdy o tym pomyśle to chce mi się wymiotować.Odrzuca mnie gdy tylko ją widzę.
-Nie jestem głodna-Mój głos jest zimny niczym lód. Brawo Castillo! Kobieta patrzy się na mnie przez chwilę, po czym wychodzi z mojego pokoju. Już mam brać notatki do ręki, ale znowu mi coś przerywa.
-Halo?
-Cześć- Ludmi. Damska wersja Verdasa.
-Co tam chciałaś, bo muszę się uczyć. Przecież jutro zaliczenie u twojego brata.
-To jest przecież na za tydzień- What? Szybko zaglądam do mojego kalendarza, który znajduje się nad moim łóżkiem. Fakt! Przez te sytuacje z przeprosinami kompletnie stracę głowę.
-Idziemy gdzieś dzisiaj?-Kusząca propozycja. Nie będę przynajmniej oglądała mojej ,,matki,,.
-Klub?- Błagam, powiedz, że tak.
-Ok, tylko będzie jeszcze kilku moich znajomych, których musisz koniecznie poznać-Co ona znowu kombinuje? Kolejna chce się bawić ze mną w jakieś gierki? Nie tym razem blondyneczko.
-Co kombinujesz?
-Ja nic-Tsa, już ci wierzę.
-O 20 w klubie?- Na razie dam jej spokój. Potem się dowiem o co jej chodzi.
-Spoczko, pa- Moja przyjaciółka odrazu się rozłącza. Ona na sto procent coś kombinuje. Jestem tego pewna.
Jestem już prawie gotowa. Jeszcze tylko znajdę moje czarne szpilki i mogę wyruszać na impreze. Przeszukałam cały pokój, ale nigdzie ich nie ma. Może moja kochana mamusia je widziała.
Schodzę jak najszybciej ze schodów.
-Widziałaś moje czarne szpilki?- Pytam się jej z niechęcią.
-Są na moich nogach-Odpowiada z wrednym uśmiechem. Nie mam zielonego pojęcia jakim sposobem ona jest moją matką.
-Czemu?- Czuję, że cała się już gotuję w środku. Jednak nie dam jej tej satysfakcji i nie pokażę jej tego.
-Bo mi się podobały. Od dzisiaj są moje-Myślisz mamusiu, że będziesz bardziej chytra ode mnie? Posyłam jej cwany uśmiech. Kieruję się w stronę naszego korytarza, w którym znajdują się butu mojej matki. Wyjmuję jej piękne, czarne szpilki od Dior. Jej nowa zdobycz. Ona ma moje, w takim razie ja mam teraz jej. Chcesz mamusiu zabawę to ją będziesz miała. Zakładam buty na moje zgrabne stopy. Następnie zgrabnym ruchem kieruję się do kobiety.
-Co ty masz na nogach?!- Zrobiła się cała czerwona ze złości. I prawidłowo.
-Nowe buty. Śliczne są prawda? Dziękuję mamusiu- Ostatni wyraz mówię z kpiną.
-Zdejmuj je w tej chwili-Szybko do mnie podchodzi przez co widzę jej zmarszczki na twarzy.
-W tej chwili to ja idę na imprezę. Narka-Mam już wychodzić, lecz czuję jak ta wiedźma ciągnie mnie za włosy. Odwracam się w jej stronę. Popycham ją, ale tak żeby nic jej się nie stało. Następnie dumna wychodzę z domu.
-Zatańczy pani ze mną?- Tajemniczymi gośćmi okazali się chłopak Ludmiły i jej brat. Na początku nie byłam zadowolona z powodu przybycia Leona, ale gdy się lepiej poznaliśmy to okazał się bardzo fajny. Po kilku drinkach zaczęło nam się jeszcze lepiej rozmawiać.
-Z przyjemnością- Po chwili znajdujemy się wśród innych par.
-Może skończymy z tym ,,pan,, pani,,?- Pyta się mnie chłopak podczas dzikiego tańca.
-W sumie czemu nie. Violetta-Wyciagam do niego dłoń, którą ściska.
-Leon- Po krótkiej rozmowie dalej tańczymy.
-Napewno to nie będzie dla ciebie problem?- Chłopak wyskoczył z propozycją aby mnie odprowadzić do domu, jednak ja nie jestem pewna czy to nie będzie dla niego problem.
-Napewno
-Powiesz mi skąd znasz moją matkę?- Chłopak milczy. Nie no, super. Kolejna osoba do tajemniczej listy.
-Teraz nie mogę ci powiedzieć, ale obiecuję, że niedługo się tego dowiesz-Leom mnie delikatnie do siebie przytula. O co typowi chodzi? Mimo zdziwienia oddaję jego uścisk.
-Dobrze-Te słowa wypowiadam z jak największą delikatnością.
-Idziemy?- pyta się mnie chłopak.
-Tak- posyłam mu delikatny uśmiech, który odwzajemnia.
Budzę się z bólem głowy. Czuję jednak, że ktoś jest do mnie przytulony. Odwracam się w drugą stronę. Verdas. Mam na sobie jedynie bieliznę a on bokserki. Chyba nic się między nami nie wydarzyło. Mam taką nadzieję. Po chwili dostrzegam, że chłopak już nie śpi.
-Nic się pomiędzy nami nie wydarzyło?- Pytam się dla pewności. Chłopak się śmieje i kiwa przecząco głową. Jaka ulga. A już się bałam-Jak się tu w ogóle znalazłeś?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej :)
Przepraszam, że nie było rozdziału w tamtym tygodniu, ale miałam małe problemy z internetem. Jutro pojawi się rozdział na moim drugim blogu ;)
Buziaczki ;*



A może oni się wcześniej znali, a ona go nie pamięta?
OdpowiedzUsuńKurde, sama nie wiem.
Jakieś tajemnicze wiadomości.
Kwiaty.
Coś mi tu nie pasuje.
Cudowny!
Maddy ❤
:):):):):)
OdpowiedzUsuńWrócę jutro :)
Cuuuudowny rozdział!
OdpowiedzUsuńJak zawsze :)
Moje
OdpowiedzUsuńHejka!
UsuńSuper rozdział.
"Do: Nieznany
Kim jesteś? (...)
Od: Nieznany
Twoją przeszłością."
Okej... Co to było?
Super.
Czekam na następny rozdział z niecierpliwością.
Buziaki
Miss Blueberry
Kochana, bardzo dziękuje za dedykację💗
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo interesujący.
Zaczyna być tajemniczo, kim może być ten nieznany numer?
Jak w jakimś kryminale.
Między Leonem, a Violettą zaczyna być co raz ciekawiej, przynajmniej nareszcie zeszli z poziomu znajomości Pan-Pani, co bardzo mi, i napewno nie tylko mi odpowiada.
Będę czekać na kolejny cudowny rozdział,
Marysia❤
Ale ta matka V jest wredna!
OdpowiedzUsuńNie cierpię jej!
Jak można tak traktować własne dziecko?!
Ja sądzę,że ten tajemniczy numer to tata V.
Vilu tańczyła z profesorkiem, a póżniej wyłądowali w jednym uszku.
Boże Aśka jak to brzmi?!
To może inaczej.
Zasneli razem.
Cudowny rozdział.
Asia Blanco
Rozdział boski?
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać następnego.
Pozdrawiam Pati
Cudowny😍
OdpowiedzUsuńTa matka to faktycznie coś taka nie tego...😂😂
Klubb...
Razem w łóżku...
OMG😍
Czekam na next
Buzaim😘
Tila💜