41: To zło


                                                          Z dedykacją dla Miss Blueberry i Mrs. Devil <3 





Jest druga w nocy, a Leona nadal nie ma.  Miał być o dwudziestej, a nawet nie zadzwonił do mnie i nie powiedział, że się spóźni. Naprawdę się o niego martwię.  Próbuje po raz kolejny się dodzwonić, ale bez skutku.   A co jeśli coś mu się stało? A co jeśli miał wypadek? A co jeśli już nie żyje? Nie! Stop! Nie mogę tam myśleć, mój chłopak zaraz będzie w domu, razem pójdziemy spać i będzie wszystko dobrze. Spragniona postanawiam pójść do kuchni się czegoś napić. Postanawiam sobie zrobić mój ulubiony napój, czyli woda gazowana, maliny, mięta, kilka kostek lodu i cytryna. Może chodź trochę się rozbudzę. Leon gdzie jesteś? Gdy tylko słyszę brzdęk przekręcanych kluczy, jak najszybciej pędzę do drzwi wejściowych.
-Leon ,czemu cię...?- Gdy tylko widzę w jakim jest stanie tracę mowę. Ubrania wygniecione i porwane, rany na ciele, rozwalony łuk brwiowy oraz usta, nawet nie mam ochoty tego wymieniać. Kto go tak urządził? Zszokowana zakrywam dłonią usta- Co ci się stało?- Panicznie do niego podchodzę i zaczynam oglądać jego poranione ciało. Napadł ktoś na niego? A może miał wypadek samochodowy? Mój biedny.
-Nie wiem. Musiałem dłużej zostać w pracy i gdy wychodziłem pamiętam tylko tyle, że było ich dwóch i czułem bardzo mocne uderzenia. Gdyby nie ochroniarz to nie wiem co by się teraz ze mną działo, prawdopodobnie leżałbym na chodniku pół przytomny.
-Jedziemy do szpitala- zarządzam.
-Jak pojedziemy, skoro ja nie jestem w stanie, a ty nie masz jeszcze prawa jazdy?- No fakt, tego nie przemyślałam.
-W takim razie jutro z samego rana jedziemy. Max nam na pewno pomoże.
-No dobrze, ale teraz naprawdę chodźmy spać Violu.

    Przez resztę nocy nie mogłam spać z powodu Leona. Cały czas się zastanawiałam kto postanowił zrobić mu krzywdę. Przecież Verdas nigdy nie miał kłopotów z prawem, nie wdawał się w bójki, więc nie mam zielonego pojęcia skąd ten nagły atak w jego stronę. A może jest coś czego nie wiem o nim? Głowa nie daje mi już rozumu. Mój chłopak również nie zniósł dobrze tej nocy. Czułam i słyszałam jak stękał i jęczał z bólu gdy się próbował przekręcić lub się do mnie przytulić. Starałam się go uspokoić i sama się w niego wtulić, ale przez jego pewnie dość bolesne rany, było to trudne. Mogliśmy od razu wczoraj gdy tylko wrócił pojechać do szpitala, a nie czekać do rana. Gdy tylko zadzwoniłam z Maxa z prośbą o pomoc od razu się zgodził. Za godzinę ma po nas być, a znając mnie i Leona to się nie wyrobimy. Oboje rano jesteśmy bardzo ślamazarni. Moje przemyślenia przerywa głos, a raczej krzyk bruneta.
-Kochanie, pomóż mi.
-Gdzie jesteś?
-W łazience- Gdy tylko wchodzę do wcześniej wspomnianego miejsca widzę Verdasa, który próbuje przełożyć koszulkę przez głowę, ale mu to nie wychodzi. Jak najdelikatniej tylko potrafię pomagam mu z koszulką, ale przez rozcięty łuk brwiowy i delikatnie zranione usta i delikatnie podbite oko jest to dość trudne. Mimo wczorajszej, późnej pory starałam się mu oczyścić rany. Jeszcze tylko niecały miesiąc i moje długo wyczekiwane wakacje. Mam dzisiaj na dziewiątą, więc może zdążę pojechać do szkoły jak i do szkoły- Dziękuję- Chłopak w podzięce całuje mnie delikatnie w usta. Podczas pocałunku uśmiecham się delikatnie.
    -Jeszcze dłużej się nie dało?- Pyta ironicznie Max. Cały czas nie mogę się przyzwyczaić, że to bliźniacy. Są jak dwie krople wody.
-Nie dało krasnalu- Odgryza się mu mój chłopak. Jak dzieci.
-Jaki krasnalu? Mam ponad metr osiemdziesiąt, tyle samo co ty padalcu- No dzieci.
-Ja przynajmniej z kapusty nie jestem.
-A ja nie jestem rumunem.
- Jedynym rumunem z kapusty jesteś tu ty- Zaraz im coś obojgu zrobię. Rozsiadam się bardziej na tylnym siedzeniu i patrzą na drogę podczas jazdy do szpitala ,oraz przysłuchuje się rozmowie tych dwóch.
-Masz małego.
-Ty masz- Mówi mój chłopak zgryźliwie. Już się dobrze czuje?
- Pedał!- Zaczyna Max. Raczej nie zaczyna, tylko nadal prowadzi ich jakże ciekawą pogawentke.
-Cwel!
-Frajer!
-Gumowe jebadło!
-Masz w szafce!
-Ty masz!- Nie, dość.
-Zamknijcie te mordy! Ile można?! Gadacie tylko i gadacie! Ty- wskazuje na Leona- Siedź cicho i nic nie gadaj, a  ty- wskazuje na jego brata- prowadź- W końcu panuje cisza w samochodzie. Czy trzeba było, żebym się na nich wydarła, żeby zapanował spokój? Najwyraźniej tak. Dwa zakute łby. Spoglądam na zegarek. Lekcje zaczynam za półtorej godziny. Jeszcze dość sporo czasu.

       Gdy tylko wchodzimy do szpitala czuję ten nieprzyjemny, chemiczny zapach. Trafić tu to najgorsze co może się przytrafić człowiekowi. Może i ten szpital do najbrzydszych nie należy, ale mi i tak robi się niedobrze gdy widzę to miejsce.Od zawsze takie miejsca kojarzyły mi się źle.
-Słuchajcie, z chęcią bym z wami jeszcze został, ale za piętnaście minut mam bardzo ważne spotkanie na mieście, wrócicie jakoś sami?- Pyta się nas Max patrząc na swojego srebrnego Rolexa. Mój wzrok ze swojego telefonu kieruję na Leona, który jest wyraźnie przerażony. Ale pytanie czym?
-Jasne, jedź. Ja mam za jakąś godzinę szkołę, więc też muszę zaraz lecieć- Odpowiadam zagryzając w środku prawy policzek oraz zerkając na Verdasów.
-Pa Violu.
-Cześć Leon.
-Ppa- Co mu się stało? Zaczynam się martwić o niego. Podchodzę i przytulam się do niego. Drżącymi rękoma mnie obejmuje.
-Misiu, co się stało?
-Boję się.
-Ale czego?- Pytam zdezorientowana.
-Lekarza. To zło. Od małego mnie tylko dręczył. Jak nie te jebane szczepionki to jakieś bilanse, jak nie bilanse to choroba- Wypowiada się zły i przestraszony.Słysząc to co mówi zaczynam się cicho śmiać. Powiem to chyba po raz kolejny, ale Leon to dwudziesto paro letnie dziecko.
-Chyba troszkę przesadzasz- Próbuje opanować rozbawienie, ale mi to średnio wychodzi.
-Ja przesadzam? On chce dla mnie źle.
-On chce ci tylko pomóc.
-Wejdziesz ze mną?- Pyta się niczym sześcioletnie dziecko.
-Obawiam się, że nie zdążę, ale obiecuję ci, że wieczorem zrobię nam pyszną kolację- Mówię zmysłowo całując go jednocześnie w usta.
-Nakarmisz mnie nią w łóżku- Odpowiada twardo. Co za człowiek.
-Dobrze, ale teraz muszę spierdzielać do szkoły.
-Przyjadę po ciebie, o której kończysz?
-Dasz radę?- Pytam przejęta. Wczoraj został ofiarą pobicia, a już chce prowadzić pojazd.
-Ja nie dam, skarbie?- Pyta się retorycznie wypychając pierś do przodu, po czym syczy z bólu.
-Lepiej nie szpanuj, bo stanie ci się coś gorszego.
-O której kończysz? Powtarza pytanie.
-O piętnastej. Jak po mnie przyjedziesz to pojedziemy na policję.
-Nie ma takiej potrzeby- Odpowiada rozglądając się po zatłoczonym dość korytarzu. On chyba sobie ze mnie żartuje w tej chwili.
-Jest, nawet się ze mną nie sprzeczaj. Ja lecę do szkoły,a ty grzecznie idź do pana doktora- Grożę mu palcem jak wiadomo komu.
-Dobrze- Odpowiada skruszony. Całuję go szybko, bo widzę, że chce już coś powiedzieć, a muszę iść do piekła, bo się spóźnię.
-To do zobaczenia- Oddalając się macham mu i pokazuję kciuk w górę, na co się szeroko uśmiecha.
<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
Hej <3
Przepraszam, że rozdział dopiero teraz :(
Mam nadzieję, że się wam podobał.
Czekam na wasze reakcje na dole :D
Zapraszam was do zakładki ,, Zapytaj bohatera,,
Buziaczki ;*


Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Drama? Kocham Cię za to! Teraz będzie się działo xD obiecałaś mi kogoś złego z przeszłości Violetty. Nie zapominaj o tym!

      Leon pobity? To normalne, w końcu napady są codziennie, ale nie podoba mi się dziwne zachowanie Leona. On coś ukrywa! Tylko co?

      Rozdział cudowny i czekam na kolejną perełkę
      Pozdrawiam

      Demonek ❤

      Usuń
    2. Dziękuję za dedykację 💕

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Tak Paćka, zdradzaj jeszcze więcej! 😡😂

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Hejka!
      Wrócę później :)

      Buziaki
      Miss Blueberry

      Usuń
    2. Hejka!
      Wracam z komentarzem trzeba dni później... Przepraszam...
      Rozdział boski!
      Cudo!
      Perełka!
      To takie śmieszne, jak bliźniacy się obrażają, ale to naprawdę taka prawdziwa scena 😂😂😂
      Biedny Leoś...
      Został pobity... 😒
      Hmm...
      Nie no nadal bawi mnie wymiana zdań bliźniaków 😅


      Buziaki
      Miss Blueberry



      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Wspaniały!
      Ten moment mnie rozwalił:

      "-Jeszcze dłużej się nie dało?- Pyta ironicznie Max. Cały czas nie mogę się przyzwyczaić, że to bliźniacy. Są jak dwie krople wody.
      -Nie dało krasnalu- Odgryza się mu mój chłopak. Jak dzieci.
      -Jaki krasnalu? Mam ponad metr osiemdziesiąt, tyle samo co ty padalcu- No dzieci.
      -Ja przynajmniej z kapusty nie jestem.
      -A ja nie jestem rumunem.
      - Jedynym rumunem z kapusty jesteś tu ty- Zaraz im coś obojgu zrobię. Rozsiadam się bardziej na tylnym siedzeniu i patrzą na drogę podczas jazdy do szpitala ,oraz przysłuchuje się rozmowie tych dwóch.
      -Masz małego.
      -Ty masz- Mówi mój chłopak zgryźliwie. Już się dobrze czuje?
      - Pedał!- Zaczyna Max. Raczej nie zaczyna, tylko nadal prowadzi ich jakże ciekawą pogawentke.
      -Cwel!
      -Frajer!
      -Gumowe jebadło!
      -Masz w szafce!
      -Ty masz!- Nie, dość.
      -Zamknijcie te mordy! Ile można?! Gadacie tylko i gadacie! Ty- wskazuje na Leona- Siedź cicho i nic nie gadaj, a ty- wskazuje na jego brata- prowadź- W końcu panuje cisza w samochodzie. Czy trzeba było, żebym się na nich wydarła, żeby zapanował spokój? Najwyraźniej tak. Dwa zakute łby. "

      I ten tez:

      "-Misiu, co się stało?
      -Boję się.
      -Ale czego?- Pytam zdezorientowana.
      -Lekarza. To zło. Od małego mnie tylko dręczył. Jak nie te jebane szczepionki to jakieś bilanse, jak nie bilanse to choroba- Wypowiada się zły i przestraszony.Słysząc to co mówi zaczynam się cicho śmiać. Powiem to chyba po raz kolejny, ale Leon to dwudziesto paro letnie dziecko.
      -Chyba troszkę przesadzasz- Próbuje opanować rozbawienie, ale mi to średnio wychodzi.
      -Ja przesadzam? On chce dla mnie źle.
      -On chce ci tylko pomóc.
      -Wejdziesz ze mną?- Pyta się niczym sześcioletnie dziecko."

      Leon...jestem z tobą. Tez nie lubię lekarzy a w szczególności dentysty. Oni mają takie smierdzące łapy.
      Fuuu
      I niecierpie takiego jednego Durnego lekarza. Raz mu dowaliłam i już mnie nie wkurza gadaniem...
      😂😂
      Wróćmy do rozdziału:
      Nareszcie jest!
      Biedny Leon...został pobity. Ciekawe czemu?
      I kto go pobił?
      Czekam na nexta miśka!

      Usuń
  4. Malu- Nadrobię zaległości! Obiecuję! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej xD

      Może to ten ten jak on ma.. Mike! Z kolegą!!
      Chociaż Paćka spojlera posłała.. No nie wiem..
      Cudo!
      Wbije do zakładki jak zdobęde kompa :D

      Usuń
    2. Bo to to wredne i małe jest! Dostanie kiedyś bana chyba za to xD

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. ♥ Rozdział jak zawsze powalający, świetnie piszesz i szczerze mówiąc wciąż jestem pod wrażeniem jak potrafisz zaciekawić czytelnika z rozdziału na rozdział. Po prostu kawałek genialnie napisanego tekstu przez utalentowaną Autorkę ♥ Muszę przyznać, że moment z wyzywaniem siebie nawzajem w wykonaniu bliźniaków bardzo dobrze wpasował się w prawdziwe życie, naprawdę mnie tym rozśmieszyłaś - po prostu świetna scena. A na sam koniec komentarza przypomnę, że bardzo szkoda mi Leona . Umieram z ciekawości kto go pobił. Liczę, że kontynuacja pojawi się niedługo ♥
      Diana
      oxoxox

      Usuń
    2. Dziękuję kochana 💞💞💘

      Usuń
  6. Miranda- Chcesz miejsce na stałe, kochana? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem, jestem i tak chcę miejsce na stałe. Pewnie teraz myślisz, że to inna Miranda, ale to ta sama nie martw się. Biedny Leon, kto mógł mu zrobić taką krzywdę. Verdas boi się lekarza, Leonku on cię tylko będzie badał nie martw się dasz radę. Ja jak byłam mała to się bałam dentysty nadal nie lubię nie tego typu zawodu. Violetta pomagała nałożyć mu koszule to słodkie. Muszę już kończyć mój komentarz, bo muchy się na mnie czają za chwile mnie zjedzą żywcem. Czekam na następny rozdział.

      Usuń
  7. Witam :)
    W sumie sama nie wiem od czego zacząć. Przeczytałam wszystko z bloga i jestem pod ogromnym wrażeniem. Jestem po prostu zachwycona Twoim talentem.
    Wszystkie rozdziały są naprawdę bardzo dobre mogłabym rzec w prost wyśmienite :)
    Cieszę się, że natknęłam się na tego bloga.
    León i boi się lekarzy
    ojj, mam nadzieję, że Mike nic nie zrobił xd
    czekam z ciekawości na wiadomości od pana tajemniczego :)
    Życzę weny!
    Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty