One shot: Szczęście

W tym One Sho'cie znajdują się sceny nie dla dzieci, więc Miss Blueberry, Paćka, Malu i Jortini Blanco mają omijać niektóre sceny xD
 Mogłem wrócić autobusem, ale nie, mądry Leon po treningu wolał iść na piechotę. Po około dwugodzinnym  treningu na siłowni  nogi oraz reszta ciała mi po prostu wysiada. Jedynie na co mam teraz ochotę to łóżko w moim domu.  Jeszcze tylko trzy przecznice i będę na miejscu . W pewnym momencie czuję, że na kogoś wpadam. Tą osobą okazuje się być mała, zapłakana dziewczynka. Ma może góra sześć lat.
-Hej, czemu płaczesz?- Klękam, aby być na wysokość tej małej osoby.  Jest naprawdę słodka. Ma śliczne duże oczy, długie, blond włosy oraz śliczną sukienkę w kwiatki.  Mały aniołek.
-Zgubiłam mamusie- Odpowiada łkając. Wyciągam z tylnej kieszeni chusteczki, wyciągam jedną, po czym jej podaje. Niepewnie ją chwyta.
-Znasz jej numer?
- Nie.
-Gdzie z nią byłaś?
-Na placu zabaw- Rozglądam się po parku. Nigdzie takiego nie widzę.
-Znasz drogę do niego?- Kiwa przecząco głową. Co mam zrobić? Przecież jej nie zostawię. Może ją odprowadzę do domu? Oby znała adres- Wiesz gdzie mieszkasz?
-Tak.
-Odprowadzę Cię, dobrze?- Mała kiwa głową na znak zgody. Wyciągam do niej dłoń, którą chwyta. Malutka blondynka opisała mi w skrócie jak dojść do jej domu. Po chwili rozmowy okazało się, że nie mieszka daleko ode mnie, może dwie lub trzy przecznice ode mnie. Podczas drogi raczej ze sobą nie rozmawialiśmy, ponieważ gdy zapytałem o coś małą to albo odpowiadała jednym wyrazem, albo wcale.
-Ile masz lat?
-Sześć- Odpowiada patrząc na swoje różowe buciki.
-Jak masz na imię?
-Chloe, a ty?- Jej duże oczka spoglądają na mnie. Jak na małą dziewczynka ma je naprawdę ogromne.
-Leon- posyłam jej delikatny uśmiech, który chyba odwzajemnia.
      Gdy znajdujemy jej dom niepewnie przekraczam furtkę posiadłości. Jest dość duży, widać że jej rodzice do biednych nie należą. Dzwonię dzwonkiem dość głośno. Po chwili otwiera mi ładna, ale zapłakana kobieta. Jest chyba w moim wieku.
-Chloe- Wymawia imię dziewczynki melodyjnym głosem po czym ją do siebie mocno przytula. Skądś znam ten głos- Wiesz jak się o ciebie martwiłam? Czemu wyszłaś z placu zabaw? Szukałam cię po całej okolicy.
-Zgubiłam się, ale Leon mnie znalazł- Chloe wskazuje na mnie palcem. Dopiero teraz jej mama mnie zauważa i mierzy mnie dokładnie wzrokiem.
-Bardzo panu dziękuję- Posyła mi delikatny uśmiech.
-Nie ma sprawy, proszę następnym razem się małą bardziej opiekować.
-Sugeruje mi pan, że jestem złą matka?- Mruży oczy. Przeczesuję grzywkę ręką po czym intensywnie się jej przyglądam.
-Nic takiego nie powiedziałem. Po prostu małym dzieckiem trzeba się opiekować.
-Nie potrzebuję pana jakże cennych rad. Przez sześć lat dawałam sobie radę, więc nie potrzebuję teraz pana pomocy.
-Ale piękna, bez nerwów.
-Jakim prawem się pan tak do mnie zwraca? Nie jestem jakąś pierwszą lepszą- Zdenerwowana dziewczyna wpuszcza swoją córkę do domu, ale sama nie wchodzi. tylko ze mną stoi. Chyba brakuje jej towarzystwa.
-Ale ja nie mówię nic takiego, co mogłoby panią urazić.
-Właśnie sugeruje mi pan, że jestem zła matką i zwraca się do mnie jak do pierwszej lepszej dziuni z ulicy- Poirytowany na nią patrzę. Jeśli zwróciłem się do niej ,,piękna,, i ją to uraża to ja już nie wiem co tą kobietę potrafi zadowolić.
-Na litość boską, nic takiego nie mówię.
-To lepiej nic już nie mów.
-Od kiedy przeszliśmy na ty?- Opieram się o drzwi, przez co stoję dość blisko niej.
-Czy możemy skończyć tą nudną i niepotrzebną rozmowę? Pyta się poprawiając sukienkę, jednocześnie się ode mnie odsuwając. Od razu do moich nozdrzy dostaje się jej śliczny zapach. Raj dla moich nozdrzy. Mierzę ją wzrokiem dokładnie. Ma brąz włosy do ramion. Jej skóra jest dość mocno opalona, ale nie jak niektórym kobietom z solarium. Jej opalenizna wygląda zdrowo. A jej piersi, ach.
-Niech mi pani ładnie podziękuje i po sprawie- Rzucam z uśmiechem. Dziewczyna widząc wyraz mojej twarzy również robi z ust rogalika.
-Dziękuję- Mówi cicho wyraźnie zawstydzona.
-W takim razie mam nadzieję, że do zobaczenia- Chwytam jej delikatną dłoń, którą patrząc jej w oczy całuję. Po raz ostatni patrzę w jej paczałki po czym się odwracam z zamiarem pójścia.
      -Leon poczekaj!- Odwracam się zdezorientowany i klękam, aby być na wysokość małej osóbki.
-Co tam malutka?
-Dziękuję, że nas odprowadziłeś- Mówi słodko i niepewnie. Łapie mnie za szyję po czym się do mnie przytula. Podnoszę ją. Dziewczynka wtula się we mnie jeszcze mocniej. Uśmiecham się delikatnie. Co jakiś czas głaszczę jej drobniutkie plecki. Chciałbym kiedyś mieć taką słodką córeczkę, oczywiście nie teraz, ale w dalekiej przyszłości napewno. Jak na razie nie szukam stałego związku.
-Chloe jest raczej mało ufna. Dziwne, że jest do ciebie nastawiona w przyjacielski sposób- Mówi ze zdziwieniem kobieta. Na jej słowa się szeroko uśmiecham.
-Mogę wiedzieć jak masz na imię, piękna?
-Violetta, A ty?- pyta wyraźnie zaciekawiona poprawiając koszulkę Chloe, która jej się delikatnie podniosła.
-Leon. Masz męża albo chłopaka? - Pytam bez żadnego skrępowania.
-A co cię to obchodzi?- Zakłada ręce na biodrach. Układam sobie dziewczynkę na klatce piersiowej wygodniej. Chyba nie ma zamiaru mnie puszczać
-Pytam z czystej ciekawości.
-Nie mam- odpowiada wzdychając- A ty?- Verdas, chyba masz branie. Muszę jak najszybciej zacząć działać.
-Jestem wolny, także jeśli chcesz to moje słodkie serduszko jest gotowe na spotkanie z twoim- Puszczam jej oczko. Viola jest niewzruszona. Co za kobieta, ona musi być moja.
-Chyba nie skorzystam.
-Nie wiesz co tracisz- Klękam by odkleić od siebie dziewczynkę, ale chyba usnęła.- Ona chyba śpi- Mówię ciszej do mamy Chloe.
-Daj, wezmę ją- Dziewczyna wyciąga ręce, jednak jej na to nie pozwalam.
-Sam ją zaniosę, nie budź jej- Brunetka kiwa głową w celu zgody. Po chwili znajduję się w środku domu. Kładę Chloe na skórzanej, ciemnej kanapie. Dziewczynka śpi jak aniołek.
-Dziękuję za pomoc- Rzuca Violetta w moją stronę gdy stoję przy drzwiach, żeby wyjść.
-W podzięce może pójdziesz ze mną na kawę?
-Nie szukam chłopaka, a poza tym nie mam z kim zostawić małej- Mówi chcąc mnie zbyć. Nie ze mną te numery. Leonowi Verdasowi się nie daje kosza.
-Możesz ją wziąć ze sobą.
-Chyba podziękuję. Naprawdę nie w głowie mi randki- Zawiedziony posyłam jej delikatny uśmiech. Całuję ją w policzek na pożegnanie po czym wychodzę.
      W drodze do domu nie mogę przestać o niej myśleć. Ona się zdecydowanie różni od moich poprzednich partnerek. Jest delikatna, opanowana, ma słodki uśmiech i wiele innych atutów. Choćbym miał latać za nią przez dwa lata to ona i tak będzie moja. Dla takiej kobiety zrobię wszystko. I czuję, że to nie będzie dziewczyna na chwilę. Nigdy nie angażowałem się w związki, ponieważ nie jestem trwały w uczuciach, jednak czuję, że z nią będzie inaczej. W nosie mam to, że ma dziecko, które jest jednym z najsłodszych chodzących po tej planecie. Violetta będzie moja i ja tego dopilnuję.
      Wieczór. Pora dnia, kiedy jestem tak zmęczony, że nawet nie mam ochoty iść pod prysznic, ale z drugiej strony po całym dniu tak śmierdzę, że nie wywietrzyłbym mojego mieszkania przez tydzień. Wchodząc do łazienki rozbieram się jak najszybciej. Chcę mieć to już z głowy i położyć się na moim wielkim łóżku, zasnąć i obudzić się dopiero jutro. Przebrany w moją piżamę składającą się z bokserek i dresów idę do sypialni z zamiarem pójścia spać, jednak moje plany psuje dzwonek do drzwi. Kto o tej godzinie chce mnie odwiedzić? Za drzwiami stoi nie kto inny jak mój przyjaciel.
-Federico, co ty tu robisz?
-Jak to co? Przyszedłem z piwem- Wymachuje przede mną dwiema torbami z alkoholem. W normalnych okolicznościach bym go od razu wpuścił, ale jestem po długim treningu i teraz pragnę iść na randkę z moim łóżkiem.
-Człowieku jest- Robię przerwę, aby zobaczyć na zegarze która jest godzina- przed pierwszą w nocy.
-Noc jeszcze młoda, ziom! Ja zaniosę piwo do pokoju, a ty idź po chipsy czy coś- Zrezygnowany kieruję się w stronę kuchni.
      Kolejny, męczący dzień  minął mi tak samo. On rana trening, a pod sam wieczór wracam do domu. Już za kilka dni jedne z moich najważniejszych wyścigów. Od dobrych siedmiu lat trenuję motocross. Podczas jazdy czuję się wolny jak ptak, nic mnie nie ogranicza. Czuję, że mogę wszystko, wtedy wszystko idzie na boczny tor, liczę się tylko ja i mój motor, którym poruszam się z niesamowitą szybkością. Muszę w jakiś sposób zaprosić Violettę na spotkanie. Za bardzo mi się podoba i za bardzo namieszała mi w głowie, żebym tak łatwo ją sobie odpuścił. Jestem pewien, że już ją wcześniej spotkałem i nie mam na myśli, że jest jedną z moich byłych. Może jest do kogoś podobna, albo widziałem ją kiedyś przypadkiem na ulicy albo w jakimś sklepie. Nie chcę sobie zaprzątać tą sprawą głowy w tym momencie. A może zaproszę Viole na mój wyścig, a po nim pójdę z nią na obiad? Tak. To jest genialny pomysł. Nawet jeśli mi odmówi to nie dam za wygraną i będę ją zapraszał na spotkanie, aż się zgodzi.
      Odważnie pukam w drzwi domu, w którym mieszka Violetta wraz z córką.
-Leon!- Piszczy radośnie mała istotka, która otworzyła mi drzwi. Podnoszę ją i przytulam. Dziewczynka składa na moim policzku pocałunek i zaczyna słodko chichotać. Posyłam jej uśmiech, niosąc ją na rękach wchodzę do domu.
-Gdzie mama?- Chloe wskazuje paluszkiem na łazienkę. Pewnie bierze prysznic.
-Czemu otworzyłaś drzwi, skoro w pobliżu nie ma mamy?- Co jakby zamiast mnie stał tam jakiś podejrzany typ? Violetta by nie zdążyła zareagować, a małej by nie było. Muszę z nią porozmawiać, pomimo tego, że się mało znamy to chcę się o nie troszczyć i dbać o nie.
-Perełko, co robisz?- Słyszę dźwięk jej głosu z łazienki.
-Siedzę z Leonem!
Kobieta słysząc to szybko zakłada szlafrok i wychodzi do nas. Bez makijażu wygląda jeszcze piękniej, mógłbym patrzeć na nią cały czas.
-Tyle razy prosiłam cię żebyś nikomu nie otwierała jak mnie nie ma- Podnosi głos na małą. Ta lekko wystraszona przytula się do  mnie mocniej i chowa główkę w zagłębienie mojej szyi. Szkoda mi jej. Ja też będąc w jej wieku każdemu otwierałem, ale wtedy były inne czasy, teraz na ulicy można spotkać morderce.
-Nie krzycz na nią, to dopiero dziecko- Dziewczyna patrzy na mnie i się niewidocznie uśmiecha.
-Ale to nie zmienia faktu, że nie powinna nikomu nieznajomemu otwierać- Odklejam od siebie drobną osóbkę, po czym podchodzę do jej mamy. Łapię ją za ramiona i spoglądam w oczy. Widzę, że pod wpływem wzroku się uspokaja.
-Odpuść jej, to dopiero dziecko. Co robicie w piątek po południu?- Szybko zmieniam temat. Viola łapie mnie za ramiona, które są dość umięśnione i mnie odpycha od siebie. Nie należy do łatwych kobiet, to w sumie dobrze.
-Chyba nic, a co?
-Może przyszłybyście na mój konkurs?- Zaciekawiona na mnie patrzy- Jeżdżę na motocrossie- wyjaśniam.
-A co to?- Wtrąca się Chloe.
-Jeżdżę bardzo szybko na motorze- Puszczam jej oczko i się uśmiecham, następnie odwracam z powrotem do mojej przyszłej dziewczyny- To jak?
-Może znajdę czas- Odpowiada zawstydzona. Włosami próbuje zakryć rumieńce na policzkach, ale jej się to nie udaje.
-Leon, pobawisz się ze mną?- Prosi mnie Chloe ciągnąc mnie za spodnie. Patrzę w stronę Violetty, która kiwa głową na znak zgody.
-Chodź- Łapię ją za rączkę. Dziewczynka prowadzi mnie do swojego pokoju.
      Nawet nie wiem kiedy zrobiło się tak późno. Viola usypia małą, a ja powoli się zbieram. Nie wiem skąd w małym dziecku tyle energii i tyle pomysłów. Ja bym w życiu nie wpadł na pomysł, żeby bawić się w tarzana. Na szczęście nie latałem w samych bokserkach,  musiałem biegać po krzesłach i skakać po całym pokoju. Schodząc widzę Violettę siedzącą w kuchni, która jest odwrócona. Podchodzę po cichu, tak żeby mnie nie usłyszała.
-Bu!- Łapię ją za ramiona przez co dziewczyna wydaje z siebie pisk i z przerażeniem się do mnie odwraca. Widzę w jej oczach zbierające się łzy. Aż taki straszny jestem?
-Nie rób tak więcej!- Podnosi na mnie głos i patrzy gniewnie.
-Przepraszam, nie chciałem cię aż tak wystraszyć- Mówię zmieszany. Brunetka się trochę uspokoiła, ale nadal widzę w jej oczach, że jest inaczej.
-Po prostu nie rób już tak więcej. Chcesz coś do picia czy już idziesz?- Pyta się mnie delikatnie ochrypłym głosem. Szkoda jest mi jej teraz. Może ma jakieś złe wspomnienia z przyszłości i dlatego się tak wystraszyła? To jeszcze nie ten etap znajomości i nie mam zamiaru się jej wypytywać.
-Chyba już uciekam. Mam jutro od rana treningi, bo po jutrze wyścig. Mam nadzieję, że będziesz.
-Będę. Tylko będę musiała z kimś zostawić małą. Nie chcę jej tam zabierać, to nie odpowiednie miejsce dla dziecka- Na jej słowa się uśmiecham i kiwam głową. Skoro będzie bez dziecka to mogę ją potem spokojne zabrać do jakiegoś baru, albo na obiad lub w najlepszym przypadku do siebie. Nie chce jej zaciągać od razu do łóżka, ale jestem pewien, że wtedy ją po raz pierwszy i nie ostatni pocałuję.
-Wyścig jest pojutrze o trzynastej- sięgam po portfel i wyciągam z niego bilet po czym jej go daje- dzięki niemu wejdziesz. Masz jedno z najlepszych miejsc- Patrzy na mnie zdziwiona- Serio spadam.
-Ile ci jestem winna za bilet?- Patrzę na nią z irytacją.
-Nawet mnie nie denerwuj. To jest prezent, za który mi teraz grzecznie podziękujesz- wskazuje palcem na swój polik. Dziewczyna zaczyna się śmiać po czym składa na moim policzku długi pocałunek. Ma takie miękkie i delikatne usta. Już nie mogę się doczekać aż sam je pocałuję. Jej ustka na moich, ach, marzenie.
      Rozglądam się po trybunach. Widzę ją. Macha mi delikatnie, a następnie się uśmiecha w moją stronę. Szybko jej odmachuję. Dzielą mnie dosłownie minuty od rozpoczęcia wyścigu. Jeżeli coś pójdzie nie po mojej myśli to tyle miesięcy mojej ciężkiej pracy pójdzie na marne. Mam nadzieję, że uda mi się wygrać ten wyścig, a jeśli nie to chociaż chciałbym być w pierwszej trójce.
      Wokół mnie zbiera się dużo ludzi. Wygrałem! Wiedziałem, że się uda. Wśród tylu ludzi udaje mi się jednak odnaleźć Viole podchodzę do niej, ta się do mnie szybko przytula. Szczęśliwy obejmuję ją jeszcze mocniej. Teraz mogę śmiało ją zaprosić na ten głupi obiad i jestem pewny, że mi nie odmówi.
-Gratulacje- mówi mi do ucha, które przez jej głos zaczyna mnie łaskotać. Uśmiecham się jeszcze szerzej niż dotychczas. Ona jest taka idealna, za idealna. Mając jej drobne ciałko przy sobie czuję jakbym miał cały świat przy sobie, w swoich dłoniach. Przy niej zatrzymuje się czas. Powiem to po raz setny, ale ona będzie moja.
-Dziękuję- Odrywa się ode mnie- Teraz zabieram cię na obiad- Rzucam pewnie. Niech się nawet nie próbuje wymigiwać mówiąc, że nie ma z kim zostawić Chloe.
-Bardzo chętnie- Lekko zdziwiony ją całuję w policzek. Naszą słodką chwilę przerywają redaktorzy, którzy chcą przeprowadzić ze mną wywiad. Posyłam jej przepraszające spojrzenie. Kobieta kiwa głową, że rozumie.
-Za pół godziny przed torem- Ostatni raz się do niej uśmiecham, po czym zaczynam odpowiadać na pytania dziennikarzy.
      -Ile czasu to robisz?
-Ile czasu robię co?-Brunetka przekręca oczami. Aż mam ochotę sprać ten jej jędrny tyłeczek za to. Oczywiście nie tak jak Grey, bo ten koleś miał dla mnie nasrane w głowie, ale gdybym tak tą dupkę chwycił i włożył w nią. Stop! Stop, Verdas! Nie myśl o takich rzeczach, bo ci jeszcze stanie. W sumie od bioder w dół zakrywa mnie stół i obrus, więc mogę nawet walić sobie pod stołem, a tego raczej nikt by nie zauważył. Jest to kusząca myśl, ale chyba wolę poczekać na Vilu, o ile ona mnie będzie chciała.
-Ile czasu jeździsz?- Nie patrz na cycki, nie patrz. Staraj się nie zwracać uwagi na nie. Czemu patrzysz?!
-Od jakiś czterech lat- Odpowiadam niewinnie, próbując odgonić od siebie brudne myśli. Ona ma taki słodki głos, mógłbym go słuchać godzinami.
-Miałeś jakieś wypadki albo kontuzje przez ten czas?- A bo to było raz. Spierdoliłem się tyle razy z motoru, że aż szkoda gadać. Ze trzy razy skończyło się to w szpitalu.
-Nigdy nie miałem. Profesjonaliście się nie zdarzają wypadki- Widzę, że patrzy na mnie badawczym wzrokiem, ale po chwili- chyba setny już raz dzisiaj- uśmiecha się, co z ogromną przyjemnością odwzajemniam.
-Masz chłopaka, narzeczonego lub męża?- Pytam.
-Nie mam.
-Czemu? Jeśli oczywiście mogę wiedzieć.
-Zmarł pół roku temu- Odpowiada zmieszana. Mimowolnie chwytam ją za dłoń, którą ściskam. Widzę w jej oczach wdzięczność i trochę smutku. W sumie się nie dziwie, pewnie go musiała kochać, on ją zresztą pewnie też.
-Współczuję- Zapada na chwilę niezręczna cisza.
-Nie masz czego. Potem się okazało, że mnie od pół roku zdradzał i zrobił jakiejś lasce dziecko, na początku trochę bolało, ale później zrozumiałam, że nasza miłość tak naprawdę nie istniała, skoro mnie zdradzał- Mówiąc to patrzy wszędzie, tylko nie na mnie. Może się wstydzi lub jestem tak brzydki, że jej szkoda oczu.
-Byliście małżeństwem?
-Nie, na szczęście nadal byliśmy parą. Dobrze, że Chloe nie jest to niego w żadnym stopniu podobna- Widzę, że wspominając o nim się lekko denerwuje. Nie dziwię się.
-Do której masz czas?- Pytam, próbując zmienić szybko temat. Widzę, ile bólu sprawia jej rozmawianie o nim, o bolesnej przeszłości.
-Około dwudziestej pierwszej muszę lecieć do domu, opiekunka nie może z nią siedzieć całą noc- Oznajmia rozglądając się po restauracji. Jej wnętrze jest dość bogate, robi wrażenie.
-Szkoda- Mamroczę cicho pod nosem.
-Mówiłeś coś?
-Nie, nie- Posyłam jej niewinny uśmiech, który odwzajemnia- może po obiedzie pójdziemy do mnie?
-Wątpię, żeby to był dobry pomysł.
-Czemu?- Przecież nie rzucę się na nią od progu. Jeszcze nie.
-Będę musiała zaraz wracać- Patrzę na nią z irytacją, jednocześnie spoglądając na zegarek na lewym nadgarstku.
-Dopiero po siedemnastej. Mamy jeszcze dużo czasu, a poza tym mieszkam niedaleko ciebie, więc zdążysz spokojnie na czas- Kobieta lekko zawstydzona i zażenowana- sam nie wiem czemu- kręci głową.
-No dobrze- uśmiecham się do niej zwycięsko.

      Od jakiś dwóch godzin siedzę z piękną szatynką u mnie w salonie i rozmawiamy przy lampce wina. Poznałem ją zdecydowanie lepiej i nie wiem jak ten kutas mógł ją zdradzić. Taka kobieta to skarb. Jeszcze nie poznałem tak idealnej kobiety. Mam ochotę scałować te jej śliczne usteczka, które mnie tak kuszą od początku znajomości, ale Violetta nie jest z tych osób, które lubią się śpieszyć, bynajmniej takie sprawia wrażenie.
-Robi się późno, chyba powinnam się zbierać- Niechętnie wstaję razem z nią z kanapy. Dziewczyna odwraca się ode mnie w celu wzięcia torebki.
-Violu?- Odkręca się w moją stronę z pytającym spojrzeniem. Nic nie mówiąc podchodzę do niej i ją całuję. Dziewczyna w pierwszej chwili zszokowana nieruchomieje, dopiero gdy umieszczam swoje dłonie na jej biodrach, ta się ożywia i zarzuca mi swoje ręce na szyję i zaczyna mi mierzwić włosy z tyłu. Uśmiecham się w duchu i przyciągam ją jeszcze bliżej do siebie, jednocześnie jeszcze mocniej  ją całując. Jej usta są takie delikatne i pyszne, niczym lody waniliowe. Mógłbym się już więcej od niej nie odrywać. Skąd ona się tego nauczyła? Miałem w swoim życiu wiele partnerek, ale ta zdecydowanie najlepiej całuje. Błagam, niech nikt nie każe mi się od niej odrywać. Ściskając jej pośladki czuję jak głośno wciąga powietrze i zanurza swój język w mojej buzi. Kieruję się z nią w stronę kanapy. Gdy chcę ściągnąć z niej koszulkę, ta się szybko odrywa po czym wstaje i się zaczyna poprawiać.
-O co chodzi? Nie podobam ci się? Nie szukasz chłopaka?- Zadaję jej kilka pytań na raz. Widać, że próbuje unikać mojego wzroku. Nie ze mną te numery, maleńka- Spójrz mi w oczy- łapię ją za podbródek, niechętnie na mnie spogląda.
-Podobasz mi się i to bardzo, ale chyba nie jestem gotowa- Kiwam do niej zrozumiale głową i po prostu przytulam. Czuję, że się znacznie rozluźniła. Całuję ją w jej pachnące truskawkami włosy i przyciskam do siebie jeszcze mocniej.
-Nie musimy się nigdzie śpieszyć, mamy czas- Szepczę jej cicho do ucha.
-Dziękuję- Odrywa się na chwilę od mojego ciała i składa na moich ustach delikatny pocałunek, kiedy chce go przedłużyć ona się odrywa- Muszę się już zbierać.
-Odprowadzę cię- Proponuję.
-Nie chce ci robić problemu- Rzuca niepewnie.
-Dla mnie to czysta przyjemność, a poza tym bym cię o tej porze samej nie puścił- Biorę z komody dokumenty i kluczyki od samochodu. Splatam swoje palce z palcami Vilu po czym z uśmiechem opuszczamy dom.
      -To jest twój samochód?- Pyta prawie  że z otwartą buzią.
-To nie samochód, to mój przyjaciel- Rzucam, patrząc w stronę mojego BMW serii 7. Nie należy do najtańszych, ale z nim jest ogromny komfort jazdy.
-Dasz się przejechać?- Pukam się w czoło w jej stronę.
-Choćbym nie wiadomo jak cię kochał to i tak nie dam ci się nim bujnąć, tylko ja mogę nim kierować- Wskazuję palcem niegrzecznie na siebie. Kobieta prycha i wsiada do samochodu nie czekając na mnie. Szybko zajmuję miejsce kierowcy. Viola nawet nie patrzy w moją stronę. Chyba się obraziła. Chwytam ją za kolano. Delikatnie się odwraca w moją stronę, ale nadal jest niewzruszona.
-Podobam ci się?- Na jej pytanie się lekko spinam. Czy mi się podoba? Znam krótko, ale zdążyłem ją dość dobrze poznać. Uwielbiam jej uśmiech, jak mnie dotyka, całuje lub przytula. O cholera. Chyba serio się zakochałem.
-Tak- Odpowiadam po chwili ciszy- A ja tobie?
-To tajemnica- Posyła mi tajemniczy uśmiech. Ja tak tego nie zostawię.
-Ja ci po...
-Podobasz mi się- Przerywa mi- ale nie chcę się z niczym śpieszyć. Nie chcę, żeby w życiu Chloe pojawił się nowy mężczyzna.
-Przecież już mnie zna i chyba nawet lubi, a nawet nie chyba, a na pewno.
-Nie o to mi chodzi. gdybyśmy byli razem to z pewnym czasem byś się do nas wprowadził, a jak byśmy się kiedyś rozstali to nie chcę, żeby potem cierpiała.
-A mi się wydaje, że bardziej się boisz, że to ty się sparzysz, a nie, że to mała będzie potem cierpiała- Dziewczyna milczy, co mnie tylko utwierdza w przekonaniu. To, że ten frajer ją zranił nie znaczy, że ja będę taki sam. Czemu ona chowa każdego mężczyznę do jednego worka? Każdy jest inny. Zresztą ona nie jest jedyna. Połowa lasek uważa tak samo jak ona. Wkurza mnie taki tok myślenia, ale tego nie zmienię.
      Gdy zatrzymujemy się pod domem, Violetta chce jak najszybciej wysiąść jednak jej na to nie pozwalam chwytając ją za dłoń.
-Dokończymy tą rozmowę- Ta kiwa głową na znam zgody.
-Czemu odwoziłeś mnie samochodem, skoro mieszkam tylko kilka przecznic od ciebie- Widzę, że chce zmienić temat. Dzisiaj już nie mam ochoty i siły się z nią kłócić, ale następny razem nie odpuszczę.
-Jestem po ciężkich zawodach, nie mam na nic siły- Odpowiadam splatając nasze dłonie, na które Violetta spogląda.
-Jeszcze raz gratulacje. Jestem z ciebie dumna- Robi mi się ciepło na sercu słysząc to.
-Może dasz mi jakąś nagrodę?- Pytam, wskazując na swoje usta. Vilu zaczyna się śmiać.
-Chyba już dzisiaj dostałeś swoją nagrodę- Puszcza mi oczko.
-Chcę jeszcze raz- Przyciągam ją szybko do siebie i całuję.
-Do zobaczenia, nie wiem kiedy- Mówi po oderwaniu. Ale ja wiem kiedy.
-Szybciej niż myślisz, maleńka- Ostatni raz mnie całuje, po czym wychodzi z samochodu. Czekam aż wejdzie do domu. Dopiero wtedy z uśmiechem na ustach odjeżdżam.

      Postanowiłem zabrać dzisiaj Viole i Chloe na wypad za miasto. Chcę spędzać z nimi jak najwięcej czasu i jednocześnie zbliżyć się do mojej wybranki.
      Violetta od naszego ostatniego spotkania udaje, jakby nic się nie stało. Myślałem, że te pocałunki, czułe słówka coś dla niej znaczą, ale chyba najwyraźniej się pomyliłem. Chociaż sama mi mówiła, że nie chce się śpieszyć. Sam już nie wiem co mam o tym myśleć. Najchętniej bym jej teraz powiedział co czuję, ale obawiam się, że albo mnie wyśmieje, albo się zezłości, a tego bym nie chciał.
      -Leon, a kupisz mi loda?- Prosi mnie mała istotka, ciągnąc mnie za koszulkę.
-Oczywiście- Już mam wyjmować z portfela banknot, ale gestem powstrzymuje mnie Violetta.
-Perełko, zjadłaś już dzisiaj dwa, już ci wystarczy- Mi też rodzice zawsze tak mówili, ale byłem na tyle cwany, że chodziłem do dziadków i ich prosiłem, a oni się zawsze zgadzali i dawali jakieś drobne.
-Ale mamusiu, ostatniego, proszę- prosi ją słodkim głosikiem.
-Nie- Odpowiada stanowczo. Gdy Viola nie widzi wyciągam banknot. Chloe go ochoczo chwyta i ucieka w stronę budki z lodami. Gdy jej mama widzi poczynania małej istotki zaczyna za nią krzyczeć. Mała się tylko odkręca, słodko śmieje i biegnie dalej. Łapię w talii dziewczynę, która chcę ją dogonić.
-Daj jej spokój. Od jednego loda nic jej nie będzie- Próbuję ją uspokoić, jednak mi chyba nie wychodzi. Kobieta posyła mi groźne spojrzenie. Verdas, chyba zjebałeś.
-To nie ty będziesz z nią potem siedział w domu jak zachoruje.
-A będę.
-Zobaczymy- Puszcza mi oczko, potem posyła sztuczny uśmiech i idzie w kierunku swojej córki. Doganiając ją chwytam za jej dłoń i splatam w jedność. Vilu patrzy na nie i się delikatnie uśmiecha.


Miesiąc później

      Znowu się umawiam z szatynką, tylko tym razem mamy być sami. Chloe idzie do swojej koleżanki na cały dzień, więc mamy dla siebie z Violą dużo czasu. Postanowiliśmy wybrać się na plaże. Jest z dala od miasta, co jest dla nas plusem. Jest dzisiaj bardzo ciepło, więc będzie pewnie dość dużo ludzi, mam nadzieję, że znajdziemy dla siebie jakieś wolne miejsce.
      Podjeżdżam pod dom Castillo. Wysiadam z mojej wypasionej fury, przeznaczonej do szpanu. Bez pukania wchodzę do jej miejsca zamieszkania. Kieruję się w stronę kuchni, z zapewnieniem, że tam jest. Chyba mnie nie usłyszała, że wchodzę, bo nadal stoi odwrócona tyłem i coś robi. Najciszej jak się tylko da kładę dłonie na jej biodrach i do siebie przytulam. Ta wydaje głośny pisk, po czym jak najszybciej się ode mnie odrywa.
-To tylko ja, spokojnie- Dziewczyna widząc, że to ja, trochę się uspokaja.
-Nie wiem czy wiesz, ale nie mam oczu z tyłu i nie wiedziałam, że to ty. Nie często ktoś mnie obejmuje i przytula- Mówi z lekką irytacją w głosie.
-To w takim razie będę to robił od teraz częściej, żebyś się przyzwyczaiła- Szatynka jest wyraźnie zawstydzona, bo się zarumieniła. Uwielbiam te jej czerwone policzki- I nie rozumiem czemu się tak rumienisz?
-Bo mnie zawstydzasz- Rzuca cichym głosem, spuszczając głowę w dół.
      -Zawstydzam cię?- Mój głos ma w sobie nutkę erotyczności. Podchodzę do niej powoli i układam swoje dłonie nad jej pupą. Wyczuwam drżenie jej ciała, pod wpływem mojego dotyku, co mnie bardzo cieszy. Kobieta czując na sobie mój wypalający wzrok podnosi głowę i spogląda mi w oczy. Schylam się i zaczynam składać pocałunki na jej pachnącej szyi. W niektórych miejscach przygryzam skórę pozostawiając lekko widoczne malinki. Violetta odchyla głowę do tyłu, przez co mam jeszcze lepszy do niej dostęp. Przenoszę swoje dłonie na pośladki Vilu, które ściskam co jakiś czas. Co jakiś czasu słyszę blisko mojego ucha jej ciche pojękiwanie. Z ogromną chęcią rozebrałbym ją i zrobił to, na co mam tylko ochotę
      Składam na jej ustach delikatny pocałunek.
-Zbieraj się, musimy zaraz jechać- Szepczę po oderwaniu. Klepię ją w pośladki, na co Castillo wytrzeszcza oczy. Viola wyraźnie zdezorientowana idzie po swoją torbę, lekko kołysząc się. Kręcę głową na boki, a następnie nie zostaje mi nic innego, jak na nią poczekać.
      Jak się okazało na plaży jest bardzo dużo ludzi i pomimo lekkich trudności znaleźliśmy wolne miejsce. Gdy tylko rozłożyliśmy się zaczęliśmy się rozbierać. Viola została w dwuczęściowym, czerwonym stroju kąpielowym, a ja w spodenkach do pływania przed kolano. 

      Gdy widzę, że dziewczyna wyjmuje olejek do opalania wyrywam go jej z dłoni i siadam z nią. 
-Co ty robisz?
-Jak to co? Mam zamiar ci nałożyć olejek na te śliczne plecki i dekolt- Ostatnie słowo szepczę jej na ucho. Następnie ją obejmuję rękoma i ramionami od tyłu w talii i delikatnie przytulam do siebie. Kobieta wzdycha z uznaniem. 
      -Połóż się na brzuchu- Vilu spogląda na mnie spod czarnych RayBan, ale nic nie mówi, tylko bez słowa robi to, co jej każe. Siadam na jej pupie. Już po chwili delikatnymi ruchami wcieram w jej ciało olejek. Słyszę jej delikatne pomrukiwanie, gdy moje ręce znajduję się przy jej pupie. 
-Dobra, dziękuję- Castillo próbuje zrzucić mnie z siebie, ale ma za mało siły.
-Kochanie, a dekolt? Sama sobie nie poradzisz.
-Uwierz mi, że poradzę, tylko musisz ze mnie zejść- Gdy do moich uszu dostaje się jej śmiech, sam zaczynam się delikatnie śmiać. 
-Ale ja uważam, że zrobiłbym to lepiej od ciebie.
-Panie Verdas, czy uważa pan, że nie umiem o siebie zadbać?- Zdejmuje z nosa na chwilę swoje okulary, patrzy na mnie, następnie znowu je zakłada.  Widzę w jej oczach przez chwilkę iskierki rozbawienia.
-Ależ panno Castillo, ja nic takiego nie powiedziałem. Po prostu uważam, że to ja powinienem się zająć tą brudną robotą.
-Brudną robotą?- Przekręca się na plecy, przez co siedzę na niej okrakiem. Zaczynam się uśmiechać jeszcze szerzej niż dotychczas. Kładę jej dłonie na biodrach i zaczynam dalej z nią rozmawiać.
-No wiesz, olejek jest lekko klejący, a ja chcę zadbać o to, żebyś nie miała brudnych dłoni.
-To pozwól, że ja sama się zajmę swoim dekoltem i swoimi rączkami, a ty w tym czasie pójdziesz sobie grzecznie popływać.
-A ty ze mną- Wstaję z niej, następnie podaje jej swoją dłoń. Ta kiwa przecząco głową. 
-Nie, ty idziesz pływać, a ja się trochę poopalam- Nic nie mówiąc przerzucam ją sobie przez ramie. Dziewczyna wydaje z siebie głośny pisk, prze co zwracamy na siebie uwagę dużej ilości ludzi. Nie przejmując się ani jej piskiem, ani wzrokiem innych ludzi kieruję się z nią prosto do wody. 

      -Która godzina?- Pyta sennie wybranka mojego serca. Po trzech godzinach zabawy na plaży postanowiliśmy wracać do domu. Słońce nas nieźle przypiekło, więc nie widzieliśmy sensu dalszego siedzenia. Pojechaliśmy do mnie, zjedliśmy coś, potem ucieliśmy sobie krótką drzemkę.
-Dwadzieścia po szóstej- Odpowiadam biorąc telefon z szafki nocnej w mojej sypialni. Szkoda, że tylko spaliśmy.
-O nie, muszę jechać zaraz po Chloe, w dodatku nie zrobiłam zakupów. Na śmierć zapomniałam.
-Spokojnie, za chwilę pojedziemy po małą, a potem na zakupy- Kładę swoją głowę na jej piersiach, które są odziane jedynie w koszulkę. Po kąpieli w morzu jej cały stanik był cały mokry, więc w domu u mnie go zdjęła i w ten sposób leży bez stanika. Jej piersi są takie fajne w dotyku. Chciałbym ich dotknąć. W sumie co mi szkodzi. Przesuwam swoją rękę z talii dziewczyny na jej prawą pierś, którą ściskam. Dziewczyna zszokowana patrzy na moje poczynania. 
-Leon, co ty robisz?
-Nic, tylko masz fajne cycki- Dziewczyna się rumieni, a następnie przewraca oczami. 
-Możesz mi powiedzieć co ty wyprawiasz?- Pyta, gdy po raz kolejny ściskam pierś. 
-Bawię się- Odpowiadam z lekkim uśmiechem.
-A nie możesz czymś innym, tylko musisz moimi piersiami? Nie masz osiemnastu lat, żeby tak robić- Karci mnie. Stary też nie jestem. 
-Mam dopiero dwadzieścia cztery lata, z tego co wiem, to ty też. 
-To prawda, ale to nie zmienia faktu, żebyś zostawił moje piersi w spokoju.
-No dobra- Niechętnie zabieram swoje dłonie, które przenoszę pod jej pupę.
-Już mi się nawet nie chce tego komentować- Rzuca zrezygnowana.
-To nic nie mów- Zsuwam się głową w stronę jej brzucha. Gdy podciągam jej koszulkę do góry zaczynam delikatnie całować skórę podbrzusza. Violetta chwyta swoimi dłońmi moje włosy, które zaczyna delikatnie mierzwić. Zaczynam ją całować coraz wyżej, aż docieram do jej szyi, a następnie ust, na których składam namiętny pocałunek. Viola słodko mruczy i poddaje się mojej pieszczocie. Nie czekając na nic, zaczynam delikatnie językiem pieścić jej podniebienie,czym brunetka mi wtóruje. Gdy zaczynam delikatnie podwijać jej koszulkę dziewczyna się nagle ode mnie odrywa. Wstaje do pozycji siedzącej.
-Nie powinniśmy- Mówi skrępowana. Skoro nie chce, to czemu się ze mną lizała?
-Nie podobam ci się?- Siadam przed nią i spoglądam w jej oczy, w których się kryje zakłopotanie. 
-Podobasz, ale to chyba za szybko.
-Skoro ty podobasz się mi, a ja tobie to nie ma na co czekać. Gdybym nie wiedział, że masz dziecko to pomyślałbym, że jesteś dziewicą- Dla rozluźnienia atmosfery próbuję obrócić to delikatnie w żart, co mi chyba wychodzi, bo Vilu zaczyna chichotać.
-O nie! Odkryłeś mój sekret- Udaję przerażoną, ale po niedługim czasie znowu zaczyna się śmiać, tak samo jak ja. 
-To mogę sprawić, żeby zaraz nie było sekretu- Puszczam jej oczko, po czym ją niespodziewanie do siebie przysuwam, przez co Castillo siedzi na mnie okrakiem. 
-Zaraz musimy jechać- Nie odpowiadając na jej słowa zaczynam delikatnie całować jej szyję- Leon, mówię do ciebie.
-Możemy dla siebie przeznaczyć z dwadzieścia minut. Chyba zdążymy- Odrywam się od jej szyi, aby na nią spojrzeć. Ta przewraca teatralnie oczami, ale nic nie mówi.
      Ciągle spoglądając jej w oczy zaczynam delikatnie ściągać z niej bluzkę. Gdy to mi się udaje widzę teraz w całej okazałości jej piersi, które nie są już teraz w nic odziane. Zaczynam składać na nich delikatne pocałunki, przez co Viola cicho pojękuję. Nie mija długa chwila, a oboje poddajemy się rozkoszy.
      -Leoś, musimy wstawać. Jest za pięć siódma.
-No już. Kobieto, nie krzycz tak- Rzucam z lekką irytacją, przez co Viola się śmieje. 
-Nie krzyczę, tylko cię informuję- Cicho wzdycham przekręcając się na plecy, aby patrzeć jak Violetta się ubiera. Mógłbym tak na nią spoglądać całą wieczność.
-Mogę pożyczyć twoją bluzę? Bo bez stanika tak średnio chcę wychodzić na ulicę.
-A w czym ci moja bluza pomoże?- Patrzę na nią zdziwiony.
-A może w tym, że będzie dla mnie luźna i nie będzie widać, że go nie mam na sobie?- Wskazuję trochę niegrzecznie palcem w stronę szafy, która się obok niej znajduje. Dziewczyna zaczyna piszczeć, gdy znajduje jedną z nich.
-O matko! Jaka piękna! Nie oddam ci jej- Gdy widzę którą bluzę trzyma zaczynam od razu protestować.
-Zapomnij. Ta bluza była bardzo droga, to po pierwsze, a po drugie, to jedna z moich ulubionych.
-Nie pytałam się ciebie o zdanie- Puszcza mi oczko, a ja z irytacją i lekkim zdenerwowaniem kręcę głową.


Miesiąc później

      Pukam do drzwi domu mojej przyszłej dziewczyny. Dopiero po jakiejś minucie słyszę czyjeś kroki. Okazuje się, że drzwi otwiera mi jakaś młoda, niska blondynka.
-Dzień dobry. Jest Violetta albo Chloe?- Pytam zdziwiony. Kto to jest? Siostra? Kuzynka? Druga córka? Nie, córka na pewno nie, bo nie jest wiele młodsza ode mnie i Vilu.
-Nie ma pani Violetty. Jestem opiekunką Chloe- Właśnie w momencie, w którym blondi wypowiada imię małej ta się pojawia i się przytula do moich nóg. Podnoszę ją i przytulam do siebie.
-Hej, Chloe.
-Leon, przyszedłeś!- Piszczy radośnie wyrywając się z mojego uścisku i ciągnąc mnie za rękę w stronę salonu.
-Kim pan jest? Nie znam pana i nie wiem czy mogę pana wpuścić- Mówi zmieszana opiekunka.
-To Leon, chłopak mamusi- Odpowiada słodko kopia Violetty. Dobrze wiedzieć, że jestem chłopakiem Violi. Nawet sam jeszcze o tym nie wiem.
-Chciałem odwiedzić Viole i tą małą osóbkę- Rzucam, całując w czoło Chloe. Dziewczynka zaczyna cicho chichotać. Ma tak samo uroczy i słodki śmiech jak jej mama.
-Pani Castillo nic mi nie mówiła o pana wizycie.
-Bo to niespodzianka. Skończyłem dzisiaj wcześniej trening i postanowiłem przyjść. Zaraz zadzwonię do Violi i się wszystko wyjaśni- Wyciągam z kieszeni telefon i wybieram numer do wybranki mojego serca.
      -Halo?
-Hej Violu, jestem u was właśnie, ale ciebie nie ma.
-Będę za niecałą godzinkę, bo jestem właśnie na spotkaniu na mieście i omawiam z klientem projekt jego nowego domu- Odpowiada pośpiesznie.
-To my w takim razie czekamy na ciebie, skarbie.
-Dobrze, buziaki- Dziewczyna się rozłącza.
      - Może iść pani do domu, ja jestem, więc się mogę zająć małą- Blondynka kiwa przecząco głową.
-Pani Castillo kazała mi tu zostać, dopóki nie wróci, bardzo mi przykro.
-No dobrze. Chloe, idziemy robić obiad, bo pewnie mama będzie głodna- Kieruję słowa na małej dziewczynki. Ta kiwa energicznie głową. Biorę ją na ręce, po czym idziemy do kuchni. Po krótkiej rozmowie decydujemy się na pieczonego kurczaka z ziemniakami.
Podczas pracy się dość dobrze bawimy, pomijając fakt, że Chloe jest cała brudna i będzie trzeba ją przebrać.
-Pomóc wam w czymś?- Do pomieszczenia wchodzi nagle Violetta.
-Mamusia!- Dziewczynka szybko biegnie w stronę swojej mamy i całuje ją.
-Hej Vilu- Ja również do niej podchodzę i składam na jej ustach delikatny pocałunek. Po krótkiej chwili się od siebie odrywamy.
-A czemu ty jesteś taka brudna?- Brunetka schyla się do małej i łapie ją za rączkę.
-Pomagałam wujkowi robić obiad- Wujek? Poczułem się staro. A mam dopiero dwadzieścia cztery lata.
-To teraz wujek nakryje do stołu, a my idziemy się przebrać- No kolejna! Dzięki, Violu.

      Po obiedzie córka Violetty poszła na popołudniową drzemkę, a my możemy w końcu porozmawiać. W sumie się trochę stresuję, ale sam nie wiem czym. Muszę myśleć pozytywnie, a nie negatywnie. Chyba wyznam jej uczucia i wyłożę wszystko na jedną kartę. Nie chcę skończyć jako stary kawaler. Od kilku tygodni chcę jej wszystko powiedzieć, ale nie mogę. Viola też nie wykazała z siebie żadnej inicjatywy, że pragnie z mojej strony czegoś więcej. A może liczy, że to ja wykonam ten pierwszy ruch? Sam już nie wiem.
-Muszę ci coś powiedzieć- Nie daję jej dojść do słowa. Zdziwiona patrzy ma mnie.
-O co chodzi?
-Bo ty mi się podobasz i to bardzo, i wiem, że ja tobie także. Może spróbujemy? Wiem, że nie chciałaś się śpieszyć, ale skoro się kochamy to co nam stoi na przeszkodzie? I tak zachowujemy się jak para, więc...- Mówię szybko, sam ledwo rozumiejąc słowa wypowiadane z moich ust. W pomieszczeniu nastaje głucha cisza. Mogłem się domyśleć- Nie było tematu.
      Lekko przygnębiony kieruję się w stronę drzwi. Raz dała mi kosza, drugiego razu nie będzie. Tylko zrobiłem z siebie debila.Jednak na wyjście nie pozwala mi drobna osóbka, w której jestem zakochany. Rzuca mi się na szyję, a następnie całuje. Z uśmiechem pożeramy siebie i swoje usta nawzajem.
-To znaczy, że jednak chcesz ze mną być?- Pytam niepewnie i zarazem cicho.
-Tak. Wiem, że mówiłam na początku, że nie chcę wdawać się w nowy związek, ale nie chce uciekać od tego uczucia- Szczęśliwy zaczynam całować jej słodkie usteczka. Violetta zarzuca mi swoje ręce na szyje, przyciągam ją do siebie jeszcze bliżej.
      Naszą słodką chwilę przerywa głos córki Castillo. Jestem ciekawy jak jej to Violetta wytłumaczy, znaczy ja, znaczy my.
-Mamusiu, a co robisz z wujkiem?
-Przytulamy się- Mówi lekko skrępowana. Sam się jej nie dziwię, ja też jestem. To jednak dziecko, które jak na swój młody wiek bardzo dużo rozumie.
-Ja też tak z Taylorem się mogę przytulać?
-Co? Nie! Na to jeszcze przyjdzie czas, a teraz chodźmy do salonu się bawić- Wypuszczam ze swoich ramion Castillo. Następnie idę z jej małą kopią do salonu się bawić.
      Jestem cholernie szczęśliwy. Mam przy sobie dwie najważniejsze osoby na świecie i nie mam zamiaru tego zmieniać. Na początku nie brałem Violetty na poważnie, jednak nawet nie zauważyłem, kiedy stała się dla mnie na prawdę ważna. Teraz wiem, że to z nią chcę spędzić resztę swojego życia. Może nawet kiedyś uda mi się zaadoptować Chloe. Czas pokaże.

pół roku później

      Dzwonię do Leona już chyba od godziny, a on nadal nie odbiera. Zaczynam się niepokoić. A co jeśli coś mu się stało? Miał jechać tylko na chwilę, na rozmowę ze swoim menadżerem, który zresztą miał dla niego podobno jakąś wspaniałą wiadomość, która nie jest na telefon. Może jakiś nowy sponsor się nim zainteresował? Nie wiem, nie znam się na tym.
Chloe jest wprost przeszczęśliwa, ponieważ od jakiś dwóch miesięcy Leon z nami zamieszkał. Ja oczywiście też się cieszę , ale mi nie wypada skakać po kanapie i Verdasie ze szczęścia. Może to trochę wszystko za szybko się dzieje, ale skoro oboje wiemy, że za jakiś czas i tak byśmy razem zamieszkali, to nie ma na co czekać. Miesiąc w tą czy miesiąc we wte.
      Po około dwóch godzinach w końcu mój ukochany wraca do domu. Podchodzę do niego i całuję go delikatnie.
-Gdzie jest mała?- Pyta przytulając mnie do siebie. Wtulam się w jego szyję i zaczynam wdychać jego słodki zapach. Do moich nozdrzy dociera zapach jego  świeżego prania oraz jego cudownych perfum. A raczej zapach mojego świeżego prania, bo to ja od kilku miesięcy piorę mu ubrania i prasuje. Czy ja się zamieniam w kurę domową?
-Śpi w swoim pokoju. Po całym dniu w parku padła od razu.
-Potem do niej zajrzę. Teraz chciałbym z tobą porozmawiać.
-O czym?
-Muszę wyjechać na rok.

-Słucham? Chcesz mnie na rok zostawić?-  W moich oczach zbierają się łzy. 
-Oczywiście, że nie. Chcę, abyście ty i Chloe ze mną pojechały.
-Leon, ja mam własną firmę, to się nie uda- Zrezygnowana chowam twarz w dłonie- Zresztą nie mogę mojej córki od tak wypisać z przedszkola.
-Z tego co wiem, to masz wspólniczkę, która przez ten rok się może zająć firmą.
-I przez ten czas mam być na twoim utrzymaniu? Zapomnij- Mówię z rozdrażnieniem. Takie życie to nie życie, a wiem, że gdyby wyjechał to nasz związek by tego nie przetrwał. Żaden związek by tyle nie przetrwał.
-Kotku, ja mam bardzo dużo pieniędzy. A gdy będę je mógł wydać na ciebie i Chloe, to będę przeszczęśliwy.
-Nie wiem czy to się uda.
-Zobaczysz, że się uda. Będziemy tam bardzo szczęśliwi. Wyobraź to sobie, ja, ty , Chloe, Słoneczne Miami i willa z basenem. Można powiedzieć, że pojechalibyśmy na roczne wakacje- Mocno go do siebie przytulam ze szczęścia. A może ma rację. Może to tam będzie nasze miejsce na ziemi i to tam zamieszkamy z czasem na stałe. W razie czego mogę Amandzie sprzedać moją część firmy. Pracę znajdę wszędzie, więc nie ma się chyba czym martwić.
-Ale jest jeden problem. Chcę, żebyś nie pojechała tam jako moja dziewczyna, tylko jako- Odrywa się ode mnie, aby uklęknąć przede mną. W moich oczach zbierają się łzy wzruszenia- tylko jako moja narzeczona- Z tylnej kieszeni spodni wyciąga czerwone pudełeczko, w którym znajduje się śliczny pierścionek z niewielkim diamentem. Zaczynam delikatnie szlochać- Wiem, że nie znamy się jakoś bardzo długo, ale jestem pewien, że to z tobą chcę spędzić resztę swojego życia. Violetto Castillo, czy zostaniesz moją żoną?
-Tak- Dukam cicho, a następnie się na niego rzucam i mocno przytulam i całuję. To jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Nawet nie wiem jak mam opisać swoje szczęście. 
-Kocham Cię
-Ja ciebie też, bardzo- Szepczę do ucha swojemu ukochanemu. Jestem w tym momencie najszczęśliwszą kobietą na świecie.
<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
Uffff
Po tylu miesiącach skończyłam tego os'a :D
Mam nadzieję, że się wam podobał i go z chęcią przeczytaliście ;)
Czekam na wasze reakcje na dole :p 
Za kilka dni pojawi się pierwszy rozdział do nowego opowiadania, więc badzcie czujni.
Zapraszam was na swojego snapa, na którym może zobaczycie moją krzywą morde: tinispl
Do następnego ;**
Ps. Pepini umrzało, wiec nie widzę sensu dalszego życia :(

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Hej, hej, heeeej :)
      "W tym One Sho'cie znajdują się sceny nie dla dzieci, więc Miss Blueberry, Paćka, Malu i Jortini Blanco mają omijać niektóre sceny xD" I KTO TO MÓWI XD
      I... I tak przeczytałam, hehe 😂😂😂
      A tak swoją drogą dziecinko, powiedz mi skąd ty takie rzeczy wiesz, hmm? Takie rzeczy uczą was w szkole? Chyba się do ciebie przejadę i WYLĄDUJĘ W SZKOLE (dotyczy naszej wczorajszej rozmowy).

      Buziaki ♥
      Miss Blueberry


      Usuń
    2. Śmiało wbijaj do mnie do szkoły xD zapraszam 😂😘

      Usuń
  2. Hejka deklu! 💕
    One Shot... taki... mhm... 😏😏
    Leon trochę zboczony. Ty go takiego lubisz, c'nie? (͡° ͜ʖ ͡°)
    Jednak jedno mnie zastanawia, bo Leon wspomniał, że skądś zna Violkę, ale nie wie skąd. Ja też nie wiem i to mnie męczy.
    Cudowny ❤

    Shrew 💎

    OdpowiedzUsuń
  3. ❤❤🔥 Verdasowie Forever
    (*nie chce mi się więcej pisać😂)
    Super os
    Dawaj kolejny 😉😂

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty